czwartek, 11 sierpnia 2016

Viajamos

Jedziemy z Misią na autostopowe wakacje. Nie wiem, gdzie i nie wiem za co. Wiem tylko, że Misia bierze ze sobą 500 wizytówek, żeby rozdawać ludziom i zdobyć sławę na całym świecie, więc z głodu nie umrzemy, bo w razie czego będziemy jeść jej wizytówki. :)

niedziela, 31 lipca 2016

Gravity falls - podsumowanie

Heeej, kilka osób pytało mnie o wrażenia po obejrzeniu "Gravity falls" do końca. Całość jest już za mną, więc proszę. (Nie będzie spoilerów, śmiało można czytać!)

Uderza mnie to, jak niesamowicie ukazana jest więź między dwójką głównych bohaterów, ostatnio chyba zapomniałam o tym wspomnieć. A po obejrzeniu całości zdałam sobie sprawę, że ten film opiera się głównie na tym. Kto ma rodzeństwo ten wie, jaka siła tkwi w takiej więzi (dla przykładu ja i mój brat często myślimy o tym samym w tym samym momencie, totalnie czytamy sobie w myślach). Film sporo by stracił, gdyby głównym bohaterem był jedynak. Przez te wszystkie odcinki można było obserwować relację opartą na poświęceniu i akceptacji. Przygoda Dippera i Mabel w pewnym momencie się skończyła, ale pozostała im ta druga osoba, z którą zawsze będzie się można dzielić wspomnieniami.

"Gravity falls" nie boi się dojrzałych przemyśleń. Jeżeli chodzi o końcowe odcinki, to największe wrażenie zrobił na mnie ten poświęcony wyobraźni ("Escape from Reality"). Odcinek ten, jak i przecież cały serial, wypełniony był magią i surrealizmem, słowem: był całkowitym oderwaniem od rzeczywistości. Tym większym zaskoczeniem było więc przesłanie odcinka. Bez wdawania się w szczegóły: chodziło o wyższość rzeczywistości nad wyobraźnią, o zmierzenie się z dorastaniem. Który inny film animowany mówi wprost: patrzcie, jaka fajna jest fantazja, ale rzeczywistość mimo mnóstwa swoich wad jest jednak lepsza, bo jest prawdziwa?

Fabuła to tylko wierzchnia warstwa. Warto zagłębić się bardziej w "Gravity falls", a pozostanie w pamięci na dłużej. (I w sercu, no nie?) ;)

*

Wracając do tematu komiksu na konkurs Janusza Christy...



Tak wyglądają te same kadry, które wrzucałam ostatnio, ale już zeskanowane na profeszynal skanerze. Kolory wyszły prawie tak samo, ale nareszcie kontrast nie jest taki duży i przejścia są łagodne. I miałam naprawdę o wiele mniej pracy przy poprawianiu tego w Photoshopie, więc się opłaciło.



Cały komiks jest już wydrukowany i gotowy do wysłania na konkurs, więc trzymajcie ludzie kciuki za mnie i za scenarzystę Kubę Ryszkiewicza. :) To mój pierwszy udział w takim konkursie, więc szans wielkich nie mam, ale myślę, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty i satysfakcja jest mega. :)



W ogóle po zrobieniu tego komiksu mam tylko ochotę na więcej i więcej. Wiem już trochę, jak wygląda praca nad scenariuszem i storyboardem. Mam sporo własnych scenariuszy, z czego jeden jest taki najulubieńszy (historia nazywa się "W dal", pisałam już o niej parę razy na blogu) i byłoby super, gdyby udało się go zrealizować. Wszystko zależy od tego, czy udałoby mi się go ograniczyć do sensownej ilości stron, bo materiał jest zbyt obszerny i mogę nie dać rady nad nim zapanować. Coś będę musiała z niego po prostu uciąć tu i tam. Zobaczymy. Byłaby to dla mnie możliwość na stworzenie czegoś już zupełnie mojego i całkowicie w moich klimatach. Od wczoraj szkicuję rośliny i zwierzęta, które mogłyby się tam pojawić. Wszystko byłoby takie totalnie moje, domy, tła... Takie pozbawione zasad i absurdalne. Chciałabym po prostu zrobić coś w klimatach mojego komiksu z 2011 (to były tylko 4 strony, ale nadal je kocham, to było tak bardzo moje i w moim stylu, muszę do tego wrócić). Jeżeli mi się uda zapanować nad tym scenariuszem, to może na licencjat zrobię właśnie ten komiks? Chociaż przez ostatnie dwa lata planowałam zrobić ilustrowaną książkę na bardziej poważny temat... Więc nie wiem jeszcze, na co się zdecyduję. Ale muszę przyznać, że rysowanie komiksów mnie wciągnęło. :) Da się? Da się!

środa, 27 lipca 2016

Gravity falls

Wybaczcie, jeżeli napiszę to wszystko bez ładu i składu. Od tygodnia mam gorączkę i jakieś zapalenie krtani czy coś (ale dzięki temu mój głos brzmi zabawniej niż głos Dippera).



Odkąd podzieliłam się opinią na temat "Over the Garden Wall", masa osób zachęcała mnie do obejrzenia "Gravity falls". Jestem dopiero w trakcie drugiego sezonu, ale czemu by już teraz nie zrobić wpisu na ten temat?

"Over the Garden Wall" jest niepowtarzalny i naprawdę ciężko go będzie przebić! Ale "Gravity falls" też ma swoje plusy i mogę śmiało polecić go tym, którzy jeszcze nie widzieli (choć patrząc na jego popularność, zakładam, że większość z Was już od dawna siedzi w fandomie). Choć jest w klimatach horroru, to nie strach jest tym, co czyni ten serial wyjątkowym. Myślę, że to, co wyróżnia go na tle innych produkcji, to warstwa psychologiczna bohaterów, a przede wszystkim świetnie zbudowane relacje między nimi. "Gravity falls" nie boi się poruszania bardzo życiowych tematów i pokazywania, jaki świat jest naprawdę. Mimo że odcinki są oderwane od rzeczywistości i po brzegi wypełnione magią, to mówią przede wszystkim o ludziach, ich prawdziwych problemach i życiu. Dostajemy tu trochę niby stereotypowych, typowych dla kreskówek postaci, a jednak film zaskakuje całkowicie niestereotypowym podejściem do nich. Bo przecież w prawdziwym życiu nie ma ludzi-stereotypów. W prawdziwym życiu nie ma chociażby "postaci komediowych", których rola w filmach niestety zawsze ogranicza się do robienia śmiesznych rzeczy. Dlatego tak ciekawym bohaterem jest Soos, idealny materiał na taką bezosobową postać komediową. Totalnym zaskoczeniem były więc dla mnie poświęcone mu odcinki pozwalające zobaczyć nam jego zwyczajną, ludzką stronę. Szczególnie chodzi mi o odcinek poświęcony jego wspomnieniom o ojcu - wybór, którego Soos dokonał na końcu odcinka, był dla mnie pozytywnym szokiem. (Nie chcę spoilerować, dlatego koniecznie sami zobaczcie sobie odcinek "Blendin's Game".) To, co cenię w tym serialu najbardziej, to te nieprzewidywalne momenty, kiedy poruszane są te kwestie, których totalnie się nie spodziewałam; kiedy bohaterowie stawiani są w nietypowych jak na serial animowany sytuacjach. Tak ciekawie ogląda się relacje między nimi, podejmowane przez nich wybory, momenty, w których dowiadują się czegoś na swój własny temat, zmieniają się, dostają lekcje od życia. (Przy okazji widzowie też dowiadują się czegoś o sobie, mogą odkryć swoją ciemną i jasną stronę, nie jest tak?) Przed obejrzeniem zastanawiałam się, co sprawia, że ten serial cieszy się taką popularnością. Teraz zakładam, że to właśnie dzięki temu, że opowiada nie tyle o potworach i magii, co o żyjących wśród nich ludziach.

sobota, 23 lipca 2016

Słów parę o komiksie i o Fecie

Skończyłam malować komiks na konkurs. Już dzisiaj chciałam wszystko zeskanować, obrobić i wysyłać do druku, ale... no właśnie. Skanowanie. Argh.



Mój skaner jest jakiś masakryczny. Skanuje tylko te intensywne kolory, a te łagodniejsze po prostu znikają. Dlatego zamiast łagodnych przejść tworzą się takie na wpół wyżarte obrazki. Co najgorzej wypada, gdy maluję coś na kształt dymu czy mgły. W dodatku wszystkie kolory są totalnie przekłamane. Czy to ciepły, czy zimny żółty, po zeskanowaniu każdy wygląda tak samo. Najgorzej to wychodzi przy niebieskich - akurat w tym komiksie ważne było, żeby były urozmaicone, a tutaj wszystkie są takie same.



Zawsze jakoś przymykałam na to oko, ale tym razem pójdę skanować do drukarni i jestem ciekawa, jaka będzie różnica. Jeżeli skan będzie zbliżony do oryginału, to chyba zacznę częściej tam skanować.

Ale co tam, ważne, że już wszystkie strony komiksu zrobione! Z tej okazji namalowałam wiwatującą siebie w stylu głównej bohaterki z komiksu (mój kot jest bardzo niekolorowy i jakoś słabo pasuje, ale co ja na to poradzę heh).



*

Ktoś z Was był na Festiwalu Teatrów Ulicznych FETA w tym roku? Mnie tym razem najbardziej przypadł do gustu "L'Enterrement Maman". Spektakl, który polegał na tym, że wszyscy widzowie uczestniczyli w pogrzebie matki. Nie widziałam jeszcze tak angażującego publikę przedstawienia. W dodatku sceną była cała okolica: pobliski kościół, Biedronka, teren budowy czy ruiny zamieszkane przez bezdomnych. Świetne przeżycie. Od strony czysto wizualnej moim zdaniem wygrywa "Carilló". Na scenie stał wielki zegar, z którego wychodziły nakręcane barwne figurki, tyle że grane przez żywych aktorów. W pamięci utkwiły mi też słowa z przedstawienia "Now": w teatrze widzimy nie to, co widzimy, tylko to, co chcemy zobaczyć. :)

środa, 13 lipca 2016

Abstrakcje i komiksiki



Byłam przez parę dni na wsi, gdzie pomagałam ścinać kilkunastometrowe drzewa. A wieczorami malowałam sobie takie abstrakcje właśnie.



Głównie jednak siedzę nad komiksem na konkurs. Już mam całość narysowaną cienkopisem (robione z prędkością dwie strony na dzień, zamieniłam się w maszynę do rysowania). Teraz jeszcze całość muszę pociągnąć akwarelą. Dwie przykładowe stronki poniżej:



Niedawno usłyszałam gdzieś, że "czemu festiwale w Polsce organizowane są wtedy, kiedy są największe ulewy i burze? Bo pozostała część roku to zima". ;) Od piątku do niedzieli będę siedzieć na moim najulubieńszym Festiwalu Teatrów Ulicznych FETA w Gdańsku, może kogoś z Was tam spotkam? Do zobaczenia.

czwartek, 30 czerwca 2016

Wracam do życia po sesji

Taka się zrobiła moda na książki/audiobooki/ebooki/ekranizacje/bógwieco Cacao DecoMorreno, więc zrobiłam fanart. Oto Deco Morreno i Mleko (mój otp, shipuję je codziennie na śniadanie).


Chciałabym rysować więcej takich rzeczy, może zatrudni mnie Mlekovita/Łaciate? (A gdyby tak projektować opakowania ciastek, to już w ogóle super praca by była.)


*

Ostatnio prawie nic nie rysowałam, bo wiadomo, sesja (mam tylko jakieś szkice, których nawet mi się skanować nie chce). Na zaliczenie semestru robiłam trochę fajnych rzeczy, na przykład takie etykiety do wina. Pilibyście?


Robiłam też plakat mobilizujący studentów do niespóźniania się (dostaliśmy ten temat za karę, ja to wiem).


W ogóle aww, dostałam własny kącik na uczelnianym korytarzu i coś tam przybiłam.


*

Byłam też w międzyczasie na paru fajnych imprezach. Oczywiście obowiązkowo zahaczyłam o Gdańskie Spotkania Komiksowe! (I mogłam zmierzyć się z Fredem Zanzimem w Bitwach Komiksowych!) Poza tym tańczyłam w apokaliptycznej burzy na Cudach Wiankach w Gdyni (i rozpalaliśmy grilla w apokaliptycznym deszczu, bo czemu nie, jeżeli tak). Byłam też na spotkaniu luridowym, na którym trochę zamulałam, ale narysowałam Katję i Cukier. (Tak, mam taśmę klejącą w kolorach tęczy. Samo dobro.)


(Nie udzielam się w Lurid University, bo jestem leniem, ale spotkania luridowe zawsze spoko.)

*

Obecnie siedzę nad komiksem na konkurs Janusza Christy. Pierwszy raz próbuję zrobić komiks do nieswojego scenariusza (który swoją drogą bardzo-bardzo mi się podoba i jest totalnie w moich klimatach). Współpraca ze scenarzystą jest super, bo do tej pory, jak robiłam coś na podstawie własnej fabuły, to cały czas widziałam luki w historii, cały czas byłam niezadowolona i wszystko musiałam poprawiać. A w przypadku, kiedy nie odpowiadam za fabułę, mam więcej luzu i mogę sobie po prostu rysować. W ten sposób może uda mi się w końcu coś dokończyć. A tak wygląda moje miejsce pracy (szkice, storyboard i scenariusz walające się na biurku):


Nie chcę zamieszczać tutaj projektów postaci ani storyboardu, komiks będzie owiany tajemnicą póki co. ;) Zdradzę tylko, że główna bohaterka nazywa się Kaja i ma kota o imieniu Kot, co w sumie jest zabawnym zbiegiem okoliczności (rodzina i przyjaciele zawsze mówili na mnie "Kaja", co jest skrótem od mojego imienia, a moja kotka też nazywa się Kot, ewentualnie Kicia - wiem, że mało oryginalnie xd).

Jakby ktoś był ciekawy...

...wrzucam część ilustracji, które robiłam ostatnio dla GWO. Robienie takich rzeczy to najmilsza praca na świecie. Już się nie mogę doczekać, aż zobaczę te podręczniki. :)





Muszę nadrobić zaległości w blogowaniu, bo cały czerwiec mnie tu nie było. Za niedługo wrzucę coś jeszcze.

poniedziałek, 30 maja 2016

Zainwestowałam w dobre akwarele

CZEMU ZROBIŁAM TO DOPIERO TERAZ. CZEMU CZEMU CZEMU.



Różnica jest po prostu mega giga hiper. Do tej pory używałam akwareli na zasadzie "poproszę najtańsze" (czyli trzy dychy za szesnaście kolorów, nawet nie wiem, jaka to była firma), a tym razem zaszalałam i kupiłam jakieś najlepsze ever. Choć na razie mam tylko dwanaście kolorów, ale może kiedyś dokupię więcej (chcę wszystkieee). Są dostępne tutaj, może ktoś mi chce kupić z jakiejś okazji XD. Prawie osiem złotych za kostkę.



(To powyżej to malunek dla Nexivi, jej postać Goździk.)

Kolory świetnie się łączą (jestem zakochana w karminie w połączeniu z niebieskimi, takie cudne fiolety wychodzą). Są też tak intensywne, że po zeskanowaniu (poza wyczyszczeniem brudów ze skanera lol) nie potrzebowały obróbki w Photoshopie (bo przyznaję się, że do tej pory zawsze wzmacniałam kontrast, bo tak szczerze poprzednie akwarele wypadały blado i musiałam używać magicznych sztuczek, żeby były w miarę żywe).

(Jako papieru używam najzwyklejszego bloku technicznego, bo ciągle nie mogę znaleźć czegoś fajnego, a typowego papieru akwarelowego nie lubię. :P)

Zanim powstały te dwie pracki powyżej, namalowałam trochę bezsensownych szybkich rzeczy, żeby tylko zobaczyć, jak to wszystko działa. Tak więc powstało parę bohomazów, ale gryzmolenie było samą przyjemnością. Na początek koty-ptaki-lisy (swoją drogą lisy to osobiście moje ulubione zwierzęta).



Oraz Goofie Woofie i Fant Asia z poprzedniego wpisu, a także mój autoportret, na którym wyglądam tak bardzo simple.

sobota, 28 maja 2016

Norman Nowak kontra Hogwart



W grudniu [link] pisałam o pomyśle na komiks w świecie Harrego Pottera. Jakoś cały czas siedzi mi w głowie i nawet mam już storyboard do pierwszych stron. Obawiam się, że na paru stronach się skończy (bo żeby zrobić coś dłuższego, musiałabym sobie odświeżyć przynajmniej pierwszy tom książki, może kiedyś). Ale na pewno coś się prędzej czy później pojawi.

Opracowałam też w końcu postać głównego bohatera, nazywa się Norman Nowak i jest uroczym, ułożonym, genialnym jedenastolatkiem z wielkimi ambicjami naukowymi, jednak przez przypadek zostaje zaciągnięty do Hogwartu, gdzie mimo przerażenia i zagubienia musi jakoś przetrwać. Zdolności magicznych nie ma biedak żadnych, a niebezpieczeństwa czyhają na każdym kroku. Przypadkiem też zaprzyjaźnia się z niezrównoważoną gryfonką, dziewczynką-duchem oraz jedzącą psie chrupki dziewczynką-wilkołakiem.

Tak, "Norman Nowak kontra Hogwart" nawiązuje do tytułu jednego z najlepszych filmów wszechczasów. :)






*

Robię ostatnio akwarelowy cykl najfajniejszych zwierząt, oczywiście ślimak to najpiękniejsze zwierzę na tej planecie, wiadomo. Myślę jeszcze nad polną myszą, żółwiem, muchą, rybą głębinową... może coś jeszcze wymyślę.





A tak wyglądały wstępne projekty ślimolka, początkowo miał być symbolem wlokącego się czasu, ale to zbyt ambitne, więc w ostatecznej wersji ślimak jest po prostu ślimakiem.

sobota, 21 maja 2016

Kruk i Wilga

A na ten obrazek poświęcam osobnego posta. BO MOGĘ.

To redraw rysunku, który pojawił się już kiedyś u mnie na blogu (w 2012). I jednocześnie ilustracja do nibywiersza, który wtedy napisałam. Jestem zadowolona z efektu, udało mi się narysować coś takiego naprawdę mojego i ważnego dla mnie samej. (Przepraszam za zbyt ciemne litery, tak mi jakoś pasowały.)