czwartek, 29 września 2011

I'm in hell

Czy ja jestem nieczuła i bez serca, że w czasie oglądania "Zielonej mili" tyle razy nie mogłam powstrzymać się od śmiechu? No bo, jezusmariaidzieciątkojózef, takie to wszystko schematyczne i oklepane, aż do bólu. Zły pan zdeptał biedną myszkę, jest taki zły, na pewno zrobi coś jeszcze bardziej złego. A duży Murzyn co z tego że duży, nie jest zły, nie można oceniać po pozorach (a przy okazji jest głupi i zacofany, bo jest Murzynem) i na pewno nie zrobił tamtego złego czynu. Wszystko było tak przewidywalne, schematyczne, typowe, jak w każdym innym przejmującym, wzruszającym filmie amerykańskim (tfu!). Takie to było piękne, przepiększone, że aż komiczne. No i ta cukierkowo-słodka magia... jak tu traktować ten film na poważnie?

Z innej beczki. PAŹDZIERNIK???!!! Ale jak gdzie kiedy zdążył (o nie nieee). Może za to dzięki temu porzucę głupoty i zajmę się naprawdę ważnymi rzeczami, jak pisanie (porzuconego na czas wakacyjny) opowiadania. :P

Nie rysowałam ostatnio niczego godnego uwagi.

piątek, 23 września 2011

Najpierw rysuję, a potem myślę





Miałam zrobić z Kelso art trade'a (wymianę rysunków). I zanim w ogóle wymyśliłam, co bym od niej chciała, zdążyłam już narysować mój rysunek dla niej. Czemu ja szybciej rysuję niż myślę?

W powiększeniu:


PS. opierałam się na [link].

czwartek, 22 września 2011

Kreski i minusy

Bo w każdym filmie muszą być jakieś minusy. Bo to do mnie niepodobne, gdy powiem po prostu, że film mi się podobał. Tak więc właśnie. "Sala samobójców" miała minusy. Oczywiście największy z nich to brak cycków. Wszystkie postacie były za bardzo. Za bardzo wciśnięte w swoje ciasne role - choć ciekawe, to jednak niezmienne. Na przykład tacy niezmienni rodzice - w kółko nic nie rozumieli, nic w sobie nie zmieniali. Wszyscy znajomi ze szkoły to ludzie negatywni i wykorzystujący głównego bohatera. W zasadzie wszyscy są źli i nikt go nie rozumie (jak tu nie zostać emo? :P). Ale co ja tam wiem, może ludzie tacy są.
Główny bohater - okej, świetnie zagrana postać. Ale nie rozumiem. Dlaczego na początku filmu jest dla innych chamski i jaki to ma związek z dalszą fabułą i przemianą postaci? Chodzi o to, że jak wszyscy bohaterowie muszą być negatywni, to on też? (Poza tym - jak tu traktować poważnie kogoś, kto wygląda jak emo? Hm, czy emo już przypadkiem nie wyszli z mody? Przez ten cały emo-styl nastolatki oglądające ten film, zamiast zacząć myśleć, wkręcają się, że o-jaki-on-biedny-jaki-on-fajny, potem zostają takimi Sylwiami i same bawią się w emo - kosztem innych oczywiście.)
I jeszcze jedno. Serio, serio? Dzieciak na dziesięć dni zamyka się w pokoju? Przez dziesięć dni jego rodzice nie wracają do domu i nie dzwonią do niego, do siebie nawzajem i do służącej? Służąca nie dzwoni do nich? Prywatna (prywatna!) szkoła nie dzwoni do rodziców, by powiadomić, że uczeń nie chodzi do szkoły? Koledzy i przyjaciele się o niego nie martwią? (A no tak, przecież WSZYSCY jego szkolni koledzy są źli i go wykorzystują...)
Tak, tego wszystkiego czepiam się strasznie na siłę, bo wcale mi to wszystko nie przeszkadzało, ale - powtórzę się - nie byłabym sobą, gdyby napisała, że po film był w stu procentach dobry. Dlatego musiałam coś znaleźć.

Rysunek dla Kelso w trakcie powstawania. Jej postacie z komiksu, zresztą moje ulubione, Gustaw i Joka.

A jako że lubię bawić się teksturami (bo mało przy tym pracy, a efekty takie fajne), to mimo, że nie skończyłam całości, wrzuciłam same postacie do Photoshopa i wyszło stamtąd takie coś.


Swoją drogą. Kreski. Zrobiłam tego fanarta dla Kolmyra i jest tam za dużo chaotycznych nonsensownych kresek, co mi wytknięto na forum. No i fakt, muszę przyznać, że robię takie kreski, bo nie chce mi się robić tła. I zawsze szłam na łatwiznę, bo po co się męczyć z tłem albo z jakimkolwiek zbudowaniem przestrzeni, głębi, skoro można walnąć takie kreski i nikt się nie przyczepi. Ale jako że się przyczepili, przy obecnym rysunku dla Kelso staram się zmienić w sobie to przyzwyczajenie. Porządkuję linie, żeby nie było chaosu i robię normalne tło. To muszą być konkretne, wyraźne kształty, a nie jakiś chaos zagubiony wśród kresek.

I to właśnie ostateczna wersja fanartu dla Kolmyra. No ok, kreski są, ale tak poza tym rysunek się podobał, więc moja misja się powiodła. :P

wtorek, 20 września 2011

Trzecia w nocy...

... właśnie skończyłam oglądać "Salę samobójców". Świetnie zrobiony film - napięcie, wydarzenia, przedstawienie postaci - no, po prostu oglądałam z uśmiechem na twarzy, takie to było dobre. Tylko że teraz siedzę i ryczę, bo jak coś jest tak okrutnie, boleśnie prawdziwe, to nie można nie ryczeć. Prawdziwa, ale nieznana i unikana strona życia, ale warto ją poznać, żeby poznać życie.

sobota, 17 września 2011

Łuć

[narzekanie]
W zeszłym roku chciałam jechać na spotkanie forum analizatorów. I nici, bo wszystkim pasowało spotkać się w Łodzi, a dla mnie to koniec świata. W tym roku chciałam być na spotkaniu tgwtg.pl i - uwaga - wszystkim pasowało spotkać się w Łodzi. Borze liściasty, dlaczego wszyscy ludzie mieszkają w Łodzi (i w okolicach Łodzi)? Kogokolwiek poznaję przez internet, jest z Łodzi. Nie za dużo tam was?!
[/narzekanie]

Swoją drogą.

Kontury cienkopisem są, teraz tylko myślę gdzie jaki kolor, więc już połowa pracy za mną. To co tam macha spod grobu to zombiak niewyglądający jak zombiak. W ogóle mój brat uznał, że to nie jest fanart dla Kolmyra, bo nie ma tam mrówek i niedźwiedzicy...

środa, 14 września 2011

Bu

Rysunek dla Kolmyra in progress, na razie tylko szkic i to w dodatku jeszcze do pozmieniania tu i ówdzie. Mam ochotę pobawić się teksturami w Photoshopie, ale jeszcze nie wiem, posiedzę nad tym i podumam.


Dostałam dzisiaj od życia kolejną dawkę absurdu. Dziękuję ci, życie. W niczym nie widzę tyle sensu co w absurdzie, serio.

I tak na marginesie - odkryłam Patenciarza na YouTube. Link - no dobra, film się dłuży (i jeszcze to banalne przesłanie - łojesu :/ - i dosłowna fabuła). Ale jest niezły wizualnie i ma kilka mistrzowskich pomysłów i psychodelicznych scen, dla których warto się przebić przez całość. Może znajdę jakiś lepszy jego film i podam linka.

Wzięłam postacie ze swojego komiksu z okresu gimnazjum i rozrysowuję je całkiem na nowo - fajna zabawa i przy okazji ćwiczenie do projektowania charakterów. A prawdę powiedziawszy te postacie przyśniły mi się niedawno i trzeba było coś z tym zrobić...

wtorek, 13 września 2011

Oddajcie grabarza :(

Undertaker był taką świetną postacią, taka mroczna wersja Szalonego Kapelusznika i tylko dla niego czytałam mangę, mimo że już nie czytam mang. Tak, robiłam to, czytałam i odmóżdżałam się specjalnie dla tej postaci. I po 59 rozdziałach PRZEROBILI GO NA TYPOWEGO BISZA. Japierdolę. Jakby bali się, że jak jest jeden niebisz na całą serię, to seria nie będzie mieć czytelników. I zrobili z niego bisza!!! I chciałam się tym gdzieś podzielić i komuś wyżalić. Ale mam za bardzo normalnych znajomych i nikt mnie nie rozumie. A na DeviantArcie mam zajęty journal przez komisze, FaceBooka jakimś cudem nie mam i nie miałam gdzie tego napisać. I wtedy uświadomiłam sobie, że muszę wrócić do blogów, choć już wracałam i porzucałam je sryliardy razy, ale teraz nadszedł ten czas, kiedy muszę wrócić. Bo muszę gdzieś napisać, że zrobili z Undertakera bisza. To gorsze od tego, jak wzięli karłowatego Kapelusznika z wielkim nochalem i zrobili z niego Dżonego Depa.
Smutek.