czwartek, 29 września 2011

I'm in hell

Czy ja jestem nieczuła i bez serca, że w czasie oglądania "Zielonej mili" tyle razy nie mogłam powstrzymać się od śmiechu? No bo, jezusmariaidzieciątkojózef, takie to wszystko schematyczne i oklepane, aż do bólu. Zły pan zdeptał biedną myszkę, jest taki zły, na pewno zrobi coś jeszcze bardziej złego. A duży Murzyn co z tego że duży, nie jest zły, nie można oceniać po pozorach (a przy okazji jest głupi i zacofany, bo jest Murzynem) i na pewno nie zrobił tamtego złego czynu. Wszystko było tak przewidywalne, schematyczne, typowe, jak w każdym innym przejmującym, wzruszającym filmie amerykańskim (tfu!). Takie to było piękne, przepiększone, że aż komiczne. No i ta cukierkowo-słodka magia... jak tu traktować ten film na poważnie?

Z innej beczki. PAŹDZIERNIK???!!! Ale jak gdzie kiedy zdążył (o nie nieee). Może za to dzięki temu porzucę głupoty i zajmę się naprawdę ważnymi rzeczami, jak pisanie (porzuconego na czas wakacyjny) opowiadania. :P

Nie rysowałam ostatnio niczego godnego uwagi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz