czwartek, 22 września 2011

Kreski i minusy

Bo w każdym filmie muszą być jakieś minusy. Bo to do mnie niepodobne, gdy powiem po prostu, że film mi się podobał. Tak więc właśnie. "Sala samobójców" miała minusy. Oczywiście największy z nich to brak cycków. Wszystkie postacie były za bardzo. Za bardzo wciśnięte w swoje ciasne role - choć ciekawe, to jednak niezmienne. Na przykład tacy niezmienni rodzice - w kółko nic nie rozumieli, nic w sobie nie zmieniali. Wszyscy znajomi ze szkoły to ludzie negatywni i wykorzystujący głównego bohatera. W zasadzie wszyscy są źli i nikt go nie rozumie (jak tu nie zostać emo? :P). Ale co ja tam wiem, może ludzie tacy są.
Główny bohater - okej, świetnie zagrana postać. Ale nie rozumiem. Dlaczego na początku filmu jest dla innych chamski i jaki to ma związek z dalszą fabułą i przemianą postaci? Chodzi o to, że jak wszyscy bohaterowie muszą być negatywni, to on też? (Poza tym - jak tu traktować poważnie kogoś, kto wygląda jak emo? Hm, czy emo już przypadkiem nie wyszli z mody? Przez ten cały emo-styl nastolatki oglądające ten film, zamiast zacząć myśleć, wkręcają się, że o-jaki-on-biedny-jaki-on-fajny, potem zostają takimi Sylwiami i same bawią się w emo - kosztem innych oczywiście.)
I jeszcze jedno. Serio, serio? Dzieciak na dziesięć dni zamyka się w pokoju? Przez dziesięć dni jego rodzice nie wracają do domu i nie dzwonią do niego, do siebie nawzajem i do służącej? Służąca nie dzwoni do nich? Prywatna (prywatna!) szkoła nie dzwoni do rodziców, by powiadomić, że uczeń nie chodzi do szkoły? Koledzy i przyjaciele się o niego nie martwią? (A no tak, przecież WSZYSCY jego szkolni koledzy są źli i go wykorzystują...)
Tak, tego wszystkiego czepiam się strasznie na siłę, bo wcale mi to wszystko nie przeszkadzało, ale - powtórzę się - nie byłabym sobą, gdyby napisała, że po film był w stu procentach dobry. Dlatego musiałam coś znaleźć.

Rysunek dla Kelso w trakcie powstawania. Jej postacie z komiksu, zresztą moje ulubione, Gustaw i Joka.

A jako że lubię bawić się teksturami (bo mało przy tym pracy, a efekty takie fajne), to mimo, że nie skończyłam całości, wrzuciłam same postacie do Photoshopa i wyszło stamtąd takie coś.


Swoją drogą. Kreski. Zrobiłam tego fanarta dla Kolmyra i jest tam za dużo chaotycznych nonsensownych kresek, co mi wytknięto na forum. No i fakt, muszę przyznać, że robię takie kreski, bo nie chce mi się robić tła. I zawsze szłam na łatwiznę, bo po co się męczyć z tłem albo z jakimkolwiek zbudowaniem przestrzeni, głębi, skoro można walnąć takie kreski i nikt się nie przyczepi. Ale jako że się przyczepili, przy obecnym rysunku dla Kelso staram się zmienić w sobie to przyzwyczajenie. Porządkuję linie, żeby nie było chaosu i robię normalne tło. To muszą być konkretne, wyraźne kształty, a nie jakiś chaos zagubiony wśród kresek.

I to właśnie ostateczna wersja fanartu dla Kolmyra. No ok, kreski są, ale tak poza tym rysunek się podobał, więc moja misja się powiodła. :P

1 komentarz:

  1. Przyznam, że filmu nie oglądałam. A szkoda.

    Rysunki, rewelacyjne!!!

    Pozdrawiam serdecznie

    Ada

    OdpowiedzUsuń