piątek, 29 listopada 2013

Garść fanartów

Właśnie naprawili mi skaner (tak, mam działający zarówno skaner, jak i tablet, i Photoshop - sukces :'D). Więc już od przyszłego postu będę mogła wstawiać swoje cienkopisowe linearty kolorowane w digitalu. Cienkopisem czy długopisem rysuję od lat i zakomponowanie tego, co mam w głowie, przychodzi mi z taką łatwością, jak niemalże oddychanie. Więc kiedy tylko kupiłam sobie tablet i jednocześnie przestał mi działać skaner, musiałam jakby na nowo nauczyć się rysować - piórko tabletu i ekran komputera to jednak nie to samo co tradycyjne rysowanie. Przez to już niemal totalnie ogarnął mnie kryzys rysunkowy, bo straciłam swój styl i moje ostatnie digitalowe rysunki nie mają charakteru.
Żeby rysować tylko i wyłącznie tabletem musiałabym jednak jeszcze trochę poćwiczyć. Na razie jestem na poziomie ogarniania tego sprzętu.


Randomowe postacie z Lurid University. Z jednej strony fajnie, że za pomocą tabletu w łatwy sposób mogę uzyskać pierdyliard razy lepszy efekt niż myszką komputerową czy cienkopisem, ale z drugiej strony właśnie po tych postaciach widzę, że są pozbawione tego czegoś, co dawało mi tę prawdziwą, wewnętrzną frajdę z rysowania.


(Uwaga: zrozumiałe tylko dla fanów Doctora Who.) Ten komiks to... eh. Pewnego dnia zupełnie bez zapowiedzi wpadła mi do głowy taka wizja - Jedenasty Doktor zabiera River Song na randomowy dancing, upija się (sokiem bananowym? xd) i prosto z mostu wali "całujesz prawie tak dobrze jak twoja matka". Bo przecież... argh, Doktor całuje się z kim popadnie i potem wychodzą dziwne sytuacje. Jakby nie patrzeć całował matkę swojej żony (a potem i jej ojca). Doktorze, rozwalasz moją rzeczywistość. XD
W każdym razie, w tym przypadku najpierw cały komiks naszkicowałam sobie na kartce, potem sugerując się tym szkicem przeniosłam go na komputer, chociaż i tak znacznie pewniej czułabym się rysując go całościowo w formie tradycyjnej. A tak to trochę bardziej się namęczyłam, choć nawet tego nie widać lol. Tablecie, ogarnę cię kiedyś.


Fanart do Doctora Who. (Też najpierw zaprojektowany tradycyjnie na kartce i zanim wymyśliłam ostateczną kompozycję, miał kilka wersji. :p) Tak więc... od czego by tu zacząć. River Song to moja ulubiona postać z Doctora Who (...noo, zaraz obok Donny Noble i Jackie Tyler). Zastanawiałam się, dlaczego tak jest i chyba już wiem. To jest po prostu mój ideał kobiety, jakkolwiek by to nie brzmiało. Jako dziecko pochłaniałam każdy odcinek X-menów na Fox Kids i to właśnie wtedy Rogue/Ruda stała się moją idolką i chciałam być dokładnie taka jak ona. Ten twardy charakter, stanowczość, seksapil, a przy tym towarzyszący jej romantyczny i bardzo pokręcony wątek miłosny z Gambitem. Lata później stworzyłam postać do erpega, Azune (wspominałam już o niej na blogu) i z perspektywy czasu widzę, że musiała być podświadomie wzorowana właśnie na Rogue - ten sam typ charakteru, ta sama postawa.
A River Song... genialna postać po prostu. Pewna siebie i silna babka, która osiągnie wszystko. Jej wątek miłosny z Doktorem jest wręcz niemożliwie pokręcony i skomplikowany, a gdyby się trochę zagłębić, okazuje się też szalenie smutny. Dałam się wciągnąć, mimo że to tylko jeden z pierdyliarda wątków tego pokręconego serialu. W dodatku tutaj naprawdę czuć tę miłość/przywiązanie/jaktonazwać, podczas gdy zakochanie się Doktora w Rose parę sezonów wcześniej było trochę z dupy wzięte (totalnie nie czułam tego). Co do samego arta... miałam przy nim świetną zabawę. W dodatku jestem zadowolona z efektu, co u mnie zdarza się... rzadko, jeśli w ogóle. Narysowałam dokładnie to, co sobie wymyśliłam.


Beetlejuice, Beetlejuice, Beetlejuice! Od zawsze uważałam go za idealny film, sto procent inspiracji i w ogóle (najlepsza dawka psychozy, jaką można sobie zapewnić). Więc wiadomo, że od zawsze chciałam zrobić fanarta, ale jakoś nigdy nie mogłam stworzyć niczego do końca. Tego też już raczej nie dokończę. Do tak specyficznego i klimatycznego filmu chciałabym stworzyć coś bardziej... specjalnego. Jak widać jest tu w dwóch wersjach kolorystycznych, bo ta pierwsza wydawała mi się mało ciekawa, za to ta druga w sumie podoba mi się jeszcze mniej. Chyba serio nic z tego nie będzie...

No, to tyle. Następnym razem wrzucę swoje pierwsze próby łączenia traditionala z tabletowym digitalem. Mam nadzieję, że rzeczywiście wyjdzie z tego coś fajnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz