poniedziałek, 30 grudnia 2013

Na dokładkę

Jeszcze coś tam narysowałam. Korzystam z nieco większej dawki czasu.

Świąteczny szybki rys dla koleżanki, która lubi HP, Avengersów i Sherlocka BBC, a jako że nie mogłam się zdecydować, co wybrać, dałam wszystko naraz.

(Co do samego Sherlocka, to nie znam tego serialu zupełnie i w sumie chyba nie poznam. Doctor Who jest okej, na Merlinie mocno się zawiodłam, ale i tak go w większości obejrzałam, ale już żadnych więcej seriali BBC. Jak się wciągnę w kolejny serial, kolejny fandom i w ogóle w to wszystko, to mnie zabijcie. :D')


Cukier i Freddie w mundurkach Hogwartu, bo tak. Nie gram w Pottermore, ale już samo zarejestrowanie się tam i przydział do dormitorium, i przejrzenie tej strony wystarczyło, żeby klimat powrócił i wspomnienia ożyły.


No i na koniec... eee... to miała być sztuka abstrakcyjna na temat muzyki S.T. wykonana akwarelami, bo nimi da się uzyskać bardzo fajne barwne efekty, ale akwarele mi się chyba przeterminowały, bo coś nie chcą działać, więc na razie wstawiam szybką wersję z Photoshopa. (Nie, nic nie ćpałam. Tak, wiem że to dziwnie wygląda i powinnam się z tym schować.)


Co mi tam.
Szczęścia w Nowym Roku. :D

poniedziałek, 23 grudnia 2013

2013

(Podsumowanie roku 2011 ---> [link].
Podsumowanie roku 2012 ---> [link].)

Zgodnie z "tradycją" - po jednej pracy na miesiąc. Od razu da się zauważyć pewien sukces - jest sierpień! :'D



Na tym raczej sukcesy się kończą. Porównując z pełnym żywych kolorów i różnorodności 2011, ten obecny rok wydaje mi się totalnie nieciekawy. Bardzo dużo bylejakości, bardzo dużo szkiców, mało porządnych rysunków. Jakby mi nie zależało, heh.

W styczniu nie powstało nic ciekawego, choć jak teraz patrzę, to całkiem interesująco wyszły nieliczne próby lawowania atramentem - może warto jeszcze do tego wrócić. Luty to głównie komiksy jak również pierwsza próba stworzenia animacji. Marzec... heh, nic ciekawego. W kwietniu tragiczne próby rysowania portretów, za które powinnam odciąć sobie rękę. :( Aczkolwiek w kwietniu powstała najważniejsza dla mnie praca [link] - choć może nie wygląda efektownie, to jednak była przełomem. Coś się na tej pracy dzieje, opowiada sobą jakąś historię. Dokładnie w tym kierunku chciałabym iść ze swoimi przyszłymi pracami. Maj - też nic ciekawego (choć narysowanie w miarę realistycznego szczura myszką to jednak było wyzwanie xd). Czerwiec to tragedia (te portrety, argh...).

Lipiec... a właśnie, lipiec był przełomowy. W lipcu kupiłam TABLET GRAFICZNY. To prawda, że nie potrafię nim jeszcze narysować prostej kreski, linearty mi nie idą i w ogóle nie mogę go ogarnąć, ale już czuję, jak bardzo ułatwia pracę choćby przy koloringu. Rysuje się nim pierdylion razy szybciej. Niestety w lipcu zepsuł mi się skaner, więc od razu zostałam rzucona na głęboką wodę i znalazłam się sam na sam z tabletem, co dało dziwne efekty. Bez skanera nie radziłam sobie totalnie (musiałam robić linearty tabletem), dodatkowo w sierpniu zepsuł mi się Photoshop i było niewesoło (we wrześniu i w październiku prawie nic nie narysowałam). W listopadzie mój ukochany program graficzny wreszcie odżył, skanera nie miałam nadal, ale próbowałam coś tam tworzyć. Powstały dwie w miarę fajne prace. Pierwsza, z której nie jestem zadowolona, efekt jest z dupy, ale przynajmniej się nad nią starałam - [link]. Naprawdę myślałam nad każdym detalem, w dodatku nauczyłam się, że można wzorować się na zdjęciach (szok!). Korzystałam chyba z kilkunastu zdjęć tylko po to, by móc przyjrzeć się dokładnie, jak układają się fałdy na spódnicy itp. Odkryłam też, że siedzenie w detalach jest zwyczajnie fajne i odprężające. I jeszcze druga praca, która (uwaga!) nawet mi się podoba (szok2!) - [link]. Heh, nic w sobie nie ma, nie jest ambitna, ale jakoś tak ją lubię. Nie wiem, to chyba przez kolory, ale przyjemnie mi się na nią patrzy. Niestety to jedyna taka praca z całego roku...

Został jeszcze grudzień. Dwie najnowsze prace ([link] i [link]), które nie wyglądają najlepiej, jeśli chodzi o staranność czy wykonanie. Ale mimo wszystko są pewnym krokiem naprzód - ku 2014 mam nadzieję. Jest w nich jakiś pomysł, myśl, fabuła, akcja, tło i przestrzeń. Nie są puste.

Wiem, że rysowanie to tylko moje hobby, ale bez sensu stać w miejscu - chcę wciąż próbować czegoś nowego. Stawiać sobie cele i je osiągać. Chcę, żeby moje rysunki "żyły", żeby była w nich jakaś akcja, klimat; coś, co zaciekawi, co uruchomi wyobraźnię odbiorcy. Zdaję sobie sprawę, jak żałośnie wyglądają takie inteligĘtne rozważania pod tym gównianym "2013 Summary of Art", gdzie przeważają szkice z marginesów hehehe. :D Łotewer.
Oczywiście mam też na 2014 masę innych postanowień, nie tylko związanych z rysowaniem... cóż, trzymam za siebie kciuki. :P

*

Póki co wrzucam to, co natworzyłam od ostatniego posta.

Bardzo szkicowy gifek (z rekordową jak na mnie ilością 18 klatek). Tenzin w akcji. Miało to wyglądać jakoś tak... argh. Może jeszcze kiedyś uda mi się stworzyć coś równie dobrego...


Jestem po pierwszym sezonie "Legendy Korry". Normalnie nie oglądam filmów dla dzieci (bo są... dla dzieci), ale dla serii o Avatarze robię wyjątek. Fabuła jak fabuła, ale sposób animacji jest świetny. Żywy, dynamiczny, płynny. Już parę lat temu w czasie oglądania "Legendy Aanga" zakochałam się w tym, jak pokazana jest tam magia/tkanie/zaklinanie (szlag, to tłumaczenie) - by nad nią zapanować, trzeba nauczyć się odpowiednich ruchów, co w praktyce wygląda zupełnie jak taniec.

A wracając do fabuły, "Korra" wydaje mi się nieco dojrzalszym filmem od "Aanga". Jest więcej dorosłych postaci, które odgrywają ważną rolę i to na nich często skupia się akcja. Sama Korra jest starsza i silniejsza od uroczego, ale dzieciakowatego Aanga. No i nie ma tych ciągłych, irytujących scen przyjacielskiego przytulania się całej grupy głównych bohaterów (jak Teletubisie normalnie) i mam nadzieję, że nie będzie. Sam świat stał się bardziej nowoczesny, obok magii pojawiła się steampunkowa technologia, roboty, samochody... ogólnie klimat wielkiego miasta. Mam nadzieję, że serial pójdzie właśnie w takim poważniejszym kierunku. (A ta ostatnia scena w łódce z dwójką czarnych charakterów to już w ogóle... szok, że coś takiego ma miejsce w filmie dla dzieci. o_o) Oczywistym minusem "Korry" jest brak postaci równie ciekawej co zajebisty KSIĄŻĘ ZUKO - toczącej wewnętrzną walkę przez wszystkie serie i przechodzącej ogromną zmianę. Przez większość odcinków czekałam chociażby na jego potomka, a gdy się doczekałam to nic specjalnego - gościu nawet niczego nie zdziałał i w ogóle był totalnie zbędny. (I dlaczego Korra śpi w butach?)

*

Narysowałam Cukra wzorując się na jednym z pierwszych artów (2011).


Ostatnio coraz częściej dostaję komentarze w stylu: "Twoja kreska z tamtego czasu tak bardzo przypomina mi rosyjskie bajki! QuQ aż zazdroszczę" albo "muszę przyznać, że tęsknię za twoimi lineartami. Takie malarskie prace też są ciekawe, ale brakuje mi w nich... tego czegoś. Masz przecież taką fajną kreskę ._.".

Moja "kreska" wykształciła się w czasie regularnego i częstego gryzmolenia długopisami i cienkopisami, co trwało całe lata. Dopiero niedawno wzięłam się za bezlineartowe prace myszką, a potem już w całości przeszłam na tablet (100% digital). I chyba po prostu przy odchodzeniu od tradycyjnego rysowania mój styl zaczął tracić na charakterze. Digitalowe bezlineartowce zawsze dają fajniejszy efekt, wydają się takie super profesjonalne i to na tym zaczęłam się skupiać, zapominając zupełnie, co przez te wszystkie lata tworzyło mój styl. Pamiętam, że kiedyś było inaczej - właśnie specjalnie starałam się rysować brzydkie i pokraczne postacie, żeby czymś się wyróżniały i miały swój niepowtarzalny klimat. I kiedy około 1,5 roku temu przyszłam na pierwsze luridowe spotkanie, na którym nikt mnie nie kojarzył, ktoś rzucił hasło "a, to ta, co tak zupełnie inaczej rysuje". To było to. O to mi wtedy chodziło.

Przez jakieś dwa lata grałam Cukrem w luridowego erpega i przez ten czas sama Cukier też straciła na charakterze. Miała być tajemnicza i budzić niepokój w nieoczywisty sposób. A teraz stała się zbyt... no właśnie zbyt oczywista. Za bardzo chciałam ją dopasować do pozostałych postaci.

Popełniłam wiele rysunków, których po prostu żałuję. :d

*

Na razie to tyle. Może jednak w tym roku wrzucę jeszcze jakiegoś posta, zobaczymy. Ale póki co życzę wszystkim WESOŁYCH ŚWIĄT, gwiazdki, karpia, makowca, śniegu, góry prezentów i "Last Christmas" w radiu!!!

poniedziałek, 16 grudnia 2013

It's cold outside

To już ostatni normalny (?) post w 2013, kolejny będzie tradycyjnym podsumowaniem całego roku. Grudzień i Święta nadeszły jakoś szalenie szybko w tym roku. Niczego nie mam gotowego, o prezentach już nawet nie wspomnę (i pomyśleć, że w poprzednich latach zaczynałam robić prezenty wraz z końcem listopada i zawsze na grudzień miałam gotowe... a teraz lipa). Czas mi jakoś szybko leci.

Gryzmoł wyłowiony ze stosu notatkowego chaosu. (Wspominałam już, że kocham rysować cienkopisem? Bardzo płynnie to idzie. Jest jak przedłużenie mojej ręki. Lata miną, zanim tak samo zaprzyjaźnię się z piórkiem od tabletu.) Krzywe to i nieprzemyślane, ale gryzmoł to tylko gryzmoł.
Te trzy postacie są z mojego pożalsięboże "opowiadania" (czy już raczej "powieści" xd), które spisuję sobie w wolnych chwilach (już kiedyś byli na moim blogu: tutaj, tutaj i tutaj). Śnieża, Ścieżyn i Krukia (that's complicated, ale w moim opowiadaniu niektórzy ludzie mają imiona kojarzone z naturą, które nie są właściwymi imionami, stąd brzmią tak mało... mało imionowato, no). Ścieżyn to chłopak, który podróżuje sobie po miastach razem ze swoją dziewczyną Krukią (ale jako że to fantasy, to oczywiście wmieszał się w w same dziwne sytuacje i tak naprawdę nie podróżuje, a zwiewa przed niebezpieczeństwem, by wpaść w jeszcze większe zamieszanie lol). Jednocześnie podróżuje poprzez sny z drugą przewodniczką, Śnieżą, której nigdy nie spotyka w świecie rzeczywistym. Sam Ścieżyn wyszedł mi dziwnie, Śnieża wyglądała, jakby rzygała, dopóki nie dorysowałam jej tego nienaturalnie szerokiego uśmiechu, ale co mi tam, mój blog, wstawiam co chcę. :P


Iii jeszcze szkic, taki totalnie szkicowy. Na podstawie starej pracy. Nie mam zamiaru tego kończyć. (Nigdy nie dokończę żadnego "draw this again", bo druga wersja nigdy nie oddaje charakteru pierwszej, eh.) Oryginał jest tutaj. Rysując to w 2011 myślałam o tym jak o czymś w rodzaju okładki to wspomnianego wyżej opowiadania (mimo że wtedy nie miałam jeszcze nawet tytułu). Choć teraz mam na nią zupełnie inne pomysły (jeszcze nie do końca sprecyzowane), to fajnie było wrócić do starego projektu.


Secret Santa w Lurid University. Trafiła mi się ta postać (rysowałam jeszcze według starej wersji karty, łotewer, ludzie coś często podmieniają te rysunki na kartach). Miałam wielkie "szczęście" (o którym będę jeszcze dzisiaj wspominać), bo prawie w ogóle tej postaci nie kojarzyłam, do tej pory jakoś nie rzuciła mi się w oczy. A jako że nie potrafię narysować czegoś bez dowiedzenia się najpierw, jak to coś funkcjonuje, musiałam tę postać rozgryźć. Arya skojarzyła mi się z taką wesołą, fajtłapowatą, beztroską dziewczynką, toteż automatycznie chciałam ją wpasować a całkiem niepoważną scenkę rodzajową. Wyszło co wyszło. Jako że robiłam lineart tradycyjnie na kartce, nie chciałam skupiać się na ambitnych bezlineartowcach i super efektach, ale na ciekawej kompozycji - bo na kartce o wiele łatwiej ogarnąć kompozycję. Obiecałam sobie zrobić to, czego nie robię nigdy, czyli uwzględnić przestrzeń i nadać narysowanej sytuacji choćby pozory dwóch planów. Nie dość, że muszę zacząć rysować tła, to jeszcze powinnam wpasowywać w to tło postacie, a nie tylko je doklejać - żeby całość opowiadała sobą jakąś historię, nawet taką najbardziej bezsensowną. To dopiero początki, ale chciałabym iść właśnie w takim kierunku.
(PS. postać w tle to najbliższa przyjaciółka, stąd też kraken.)
(PS2. Rekrutacja do Lurid University otwarta jakby ktoś chciał się przyłączyć.)


I znów Secret Santa, tym razem dla Fantasme College, gdzie w ogóle się nie udzielam, ale raz do roku wypadałoby zaistnieć. Wylosowałam ją i tu znów ujawniło się moje wspaniałe "szczęście", bo to kolejna postać, którą znam tylko z wyglądu eh. Więc znów moja własna interpretacja. Dziewczyna szkoli się w walce bronią białą, ma pelerynę i jest półsmokiem, więc skojarzenie z typowym fantasy było nieuniknione. Naszkicowałam kilka wersji i nie mogłam wybrać między dwiema najciekawszymi, toteż wyszedł mi "komiks" w dwóch kadrach. I choć początkowo chciałam zrobić coś w poważniejszych klimatach (realistyczne kolory, mroczniejsze klimaty, krew xd), to wdarły mi się komiksowe kolory i komiksowy nastrój, więc już poszłam w tym kierunku.

Może w przyszłym roku uda mi się połączyć kilka elementów w jedno (przedstawić jakąś historię, wpasować postać w tło i stworzyć przestrzeń, nadać realizmu i zrobić bezlineartowca) i stworzyć coś na nieco wyższym poziomie. Nie wiem, czy coś mi wyjdzie, we will see~

*

Ciekawostka. Zarejestrowałam się na pottermore tylko po to, żeby zobaczyć, do jakiego domu trafię (bo zawsze mi się wydawało, że nie pasuję kompletnie do żadnego...) iii~ jestem ślizgonem ...WTF? (chociaż to by tłumaczyło moje zainteresowanie legendami arturiańskimi - Merlin też był ślizgonem xd zresztą to widać po tym jego złowrogim i morderczym uśmiechu! W BBC dobrze wiedzą, jak oddać tę przerażającą grozę).