poniedziałek, 23 grudnia 2013

2013

(Podsumowanie roku 2011 ---> [link].
Podsumowanie roku 2012 ---> [link].)

Zgodnie z "tradycją" - po jednej pracy na miesiąc. Od razu da się zauważyć pewien sukces - jest sierpień! :'D



Na tym raczej sukcesy się kończą. Porównując z pełnym żywych kolorów i różnorodności 2011, ten obecny rok wydaje mi się totalnie nieciekawy. Bardzo dużo bylejakości, bardzo dużo szkiców, mało porządnych rysunków. Jakby mi nie zależało, heh.

W styczniu nie powstało nic ciekawego, choć jak teraz patrzę, to całkiem interesująco wyszły nieliczne próby lawowania atramentem - może warto jeszcze do tego wrócić. Luty to głównie komiksy jak również pierwsza próba stworzenia animacji. Marzec... heh, nic ciekawego. W kwietniu tragiczne próby rysowania portretów, za które powinnam odciąć sobie rękę. :( Aczkolwiek w kwietniu powstała najważniejsza dla mnie praca [link] - choć może nie wygląda efektownie, to jednak była przełomem. Coś się na tej pracy dzieje, opowiada sobą jakąś historię. Dokładnie w tym kierunku chciałabym iść ze swoimi przyszłymi pracami. Maj - też nic ciekawego (choć narysowanie w miarę realistycznego szczura myszką to jednak było wyzwanie xd). Czerwiec to tragedia (te portrety, argh...).

Lipiec... a właśnie, lipiec był przełomowy. W lipcu kupiłam TABLET GRAFICZNY. To prawda, że nie potrafię nim jeszcze narysować prostej kreski, linearty mi nie idą i w ogóle nie mogę go ogarnąć, ale już czuję, jak bardzo ułatwia pracę choćby przy koloringu. Rysuje się nim pierdylion razy szybciej. Niestety w lipcu zepsuł mi się skaner, więc od razu zostałam rzucona na głęboką wodę i znalazłam się sam na sam z tabletem, co dało dziwne efekty. Bez skanera nie radziłam sobie totalnie (musiałam robić linearty tabletem), dodatkowo w sierpniu zepsuł mi się Photoshop i było niewesoło (we wrześniu i w październiku prawie nic nie narysowałam). W listopadzie mój ukochany program graficzny wreszcie odżył, skanera nie miałam nadal, ale próbowałam coś tam tworzyć. Powstały dwie w miarę fajne prace. Pierwsza, z której nie jestem zadowolona, efekt jest z dupy, ale przynajmniej się nad nią starałam - [link]. Naprawdę myślałam nad każdym detalem, w dodatku nauczyłam się, że można wzorować się na zdjęciach (szok!). Korzystałam chyba z kilkunastu zdjęć tylko po to, by móc przyjrzeć się dokładnie, jak układają się fałdy na spódnicy itp. Odkryłam też, że siedzenie w detalach jest zwyczajnie fajne i odprężające. I jeszcze druga praca, która (uwaga!) nawet mi się podoba (szok2!) - [link]. Heh, nic w sobie nie ma, nie jest ambitna, ale jakoś tak ją lubię. Nie wiem, to chyba przez kolory, ale przyjemnie mi się na nią patrzy. Niestety to jedyna taka praca z całego roku...

Został jeszcze grudzień. Dwie najnowsze prace ([link] i [link]), które nie wyglądają najlepiej, jeśli chodzi o staranność czy wykonanie. Ale mimo wszystko są pewnym krokiem naprzód - ku 2014 mam nadzieję. Jest w nich jakiś pomysł, myśl, fabuła, akcja, tło i przestrzeń. Nie są puste.

Wiem, że rysowanie to tylko moje hobby, ale bez sensu stać w miejscu - chcę wciąż próbować czegoś nowego. Stawiać sobie cele i je osiągać. Chcę, żeby moje rysunki "żyły", żeby była w nich jakaś akcja, klimat; coś, co zaciekawi, co uruchomi wyobraźnię odbiorcy. Zdaję sobie sprawę, jak żałośnie wyglądają takie inteligĘtne rozważania pod tym gównianym "2013 Summary of Art", gdzie przeważają szkice z marginesów hehehe. :D Łotewer.
Oczywiście mam też na 2014 masę innych postanowień, nie tylko związanych z rysowaniem... cóż, trzymam za siebie kciuki. :P

*

Póki co wrzucam to, co natworzyłam od ostatniego posta.

Bardzo szkicowy gifek (z rekordową jak na mnie ilością 18 klatek). Tenzin w akcji. Miało to wyglądać jakoś tak... argh. Może jeszcze kiedyś uda mi się stworzyć coś równie dobrego...


Jestem po pierwszym sezonie "Legendy Korry". Normalnie nie oglądam filmów dla dzieci (bo są... dla dzieci), ale dla serii o Avatarze robię wyjątek. Fabuła jak fabuła, ale sposób animacji jest świetny. Żywy, dynamiczny, płynny. Już parę lat temu w czasie oglądania "Legendy Aanga" zakochałam się w tym, jak pokazana jest tam magia/tkanie/zaklinanie (szlag, to tłumaczenie) - by nad nią zapanować, trzeba nauczyć się odpowiednich ruchów, co w praktyce wygląda zupełnie jak taniec.

A wracając do fabuły, "Korra" wydaje mi się nieco dojrzalszym filmem od "Aanga". Jest więcej dorosłych postaci, które odgrywają ważną rolę i to na nich często skupia się akcja. Sama Korra jest starsza i silniejsza od uroczego, ale dzieciakowatego Aanga. No i nie ma tych ciągłych, irytujących scen przyjacielskiego przytulania się całej grupy głównych bohaterów (jak Teletubisie normalnie) i mam nadzieję, że nie będzie. Sam świat stał się bardziej nowoczesny, obok magii pojawiła się steampunkowa technologia, roboty, samochody... ogólnie klimat wielkiego miasta. Mam nadzieję, że serial pójdzie właśnie w takim poważniejszym kierunku. (A ta ostatnia scena w łódce z dwójką czarnych charakterów to już w ogóle... szok, że coś takiego ma miejsce w filmie dla dzieci. o_o) Oczywistym minusem "Korry" jest brak postaci równie ciekawej co zajebisty KSIĄŻĘ ZUKO - toczącej wewnętrzną walkę przez wszystkie serie i przechodzącej ogromną zmianę. Przez większość odcinków czekałam chociażby na jego potomka, a gdy się doczekałam to nic specjalnego - gościu nawet niczego nie zdziałał i w ogóle był totalnie zbędny. (I dlaczego Korra śpi w butach?)

*

Narysowałam Cukra wzorując się na jednym z pierwszych artów (2011).


Ostatnio coraz częściej dostaję komentarze w stylu: "Twoja kreska z tamtego czasu tak bardzo przypomina mi rosyjskie bajki! QuQ aż zazdroszczę" albo "muszę przyznać, że tęsknię za twoimi lineartami. Takie malarskie prace też są ciekawe, ale brakuje mi w nich... tego czegoś. Masz przecież taką fajną kreskę ._.".

Moja "kreska" wykształciła się w czasie regularnego i częstego gryzmolenia długopisami i cienkopisami, co trwało całe lata. Dopiero niedawno wzięłam się za bezlineartowe prace myszką, a potem już w całości przeszłam na tablet (100% digital). I chyba po prostu przy odchodzeniu od tradycyjnego rysowania mój styl zaczął tracić na charakterze. Digitalowe bezlineartowce zawsze dają fajniejszy efekt, wydają się takie super profesjonalne i to na tym zaczęłam się skupiać, zapominając zupełnie, co przez te wszystkie lata tworzyło mój styl. Pamiętam, że kiedyś było inaczej - właśnie specjalnie starałam się rysować brzydkie i pokraczne postacie, żeby czymś się wyróżniały i miały swój niepowtarzalny klimat. I kiedy około 1,5 roku temu przyszłam na pierwsze luridowe spotkanie, na którym nikt mnie nie kojarzył, ktoś rzucił hasło "a, to ta, co tak zupełnie inaczej rysuje". To było to. O to mi wtedy chodziło.

Przez jakieś dwa lata grałam Cukrem w luridowego erpega i przez ten czas sama Cukier też straciła na charakterze. Miała być tajemnicza i budzić niepokój w nieoczywisty sposób. A teraz stała się zbyt... no właśnie zbyt oczywista. Za bardzo chciałam ją dopasować do pozostałych postaci.

Popełniłam wiele rysunków, których po prostu żałuję. :d

*

Na razie to tyle. Może jednak w tym roku wrzucę jeszcze jakiegoś posta, zobaczymy. Ale póki co życzę wszystkim WESOŁYCH ŚWIĄT, gwiazdki, karpia, makowca, śniegu, góry prezentów i "Last Christmas" w radiu!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz