wtorek, 30 grudnia 2014

"Ja ogień ty woda"

(Cytat stąd). Zgadnijcie, jaki był mój ulubiony pairing w pierwszym "Avatarze". Do końca serii jeszcze miałam nadzieję, ale niestety. Zuko został z najmniej ciekawą dziewczyną świata. Już wolałabym go widzieć z kimkolwiek innym (jeżeli nie z Katarą to chociaż z Toph, też byli totalnie uroczy razem).



W ogóle kiedyś tam założyłam sobie Tumblra specjalnie do wrzucania fanartów i dzielenia się nimi ze światem, łapcie: [link].

sobota, 27 grudnia 2014

2014

Dokończyłam. :D Zuko i Aang z "Avatara". Mimo, że akwarelami idzie mi miliard razy szybciej i łatwiej, to zabrałam się za akryle, żeby nie być monotematyczna. Nie do końca jest tak, jak chciałam (nie ma tego całego rozmalowania), ale jednak super, że w końcu mogłam skorzystać z wolnego czasu i namalować coś konkretnego. Chcę malować więceeej.



Tak przy okazji - niedawno śnił mi się Aang palący fajkę. Magowie powietrza zdecydowanie powinni palić fajki. :D



Na zakończenie wrzucam obrazek z Saiem z "Naruto". Malowany resztką lemoniady z miodem (i akwarelami ofc), bo tylko to miałam pod ręką. Już dawno chciałam narysować Saia, bo jest tak bardzo totalnie podobny do mnie (z charakteru oczywiście). Na razie zrobiłam taki oto bazgroł ze współczesnym Saiem jako studentem ASP. :P



*

Jako że rok zbliża się do końca, tradycyjnie nadszedł czas na podsumowanie 2014! (I tradycyjnie podaję linki do poprzednich blogowych podsumowań: 2011, 2012, 2013.)



Styczeń. W końcu udało mi się opisać historię Cukra i całej jej rodziny. Były to postacie, które powstały zupełnie przypadkiem tylko na potrzeby deviantartowej gry, a mimo to nabrały własnych charakterów i stały się ważną częścią mojej (wątpliwej) twórczości. Pewnie jeszcze pojawią się nieraz. Luty. Upłynął mi na inspirowaniu się francuską sztuką oraz na robieniu głupich animacji. Wymyśliłam tereferekuki, które w niedługim czasie zawładnęły mną całkowicie i rysuję je wszędzie. Marzec. Tym razem upłynął mi na oglądaniu chińskich filmów z gatunku kung-fu. :D Zaczęłam też wymyślać własne dziwaczne metody na robienie animacji (btw. muszę w końcu opanować tego Flasha). Odeszłam z Lurid University (wyżej wspomnianej deviantartowej gry), co nie było łatwe po paru latach uzależnienia XD Ogólnie marzec był hm, dziwnym miesiącem (niecodziennie dostaje się diagnozę zespołu aspergera, wtf). Kwiecień. Chyba nic ciekawego się wtedy nie działo - ale tak przeglądając posty z tamtego okresu stwierdzam, że powinnam zdecydowanie robić więcej wycinankowo-bzdurnych animacji, wyjątkowo je lubię. Maj. Pierwszy raz trafiłam na warsztaty komiksowe w Gdańsku, na które chodzę do dziś - czerpię tam inspirację, rysuję i gram w planszówki, czego chcieć więcej od życia? :P Czerwiec. Narysowałam jeden z najbardziej starannych i efektownych rysunków w życiu (potem już energia mi opadła i pewnie już nigdy tak nie będę rysować). Zrobiłam też komiks do zina. A przede wszystkim nadeszły wakacje i zaczęłam swoje długodystansowe piesze wędrówki po Kaszubach. Lipiec. Kontynuowałam wędrówki i próbowałam malować w plenerze. Byłam na Bałtyckim Festiwalu Komiksów i wzięłam udział w bitwach komiksowych - ten dzień wspominam świetnie. Narysowałam też pierwszy w życiu rysunek prawie hiperrealistyczny. Sierpień. Stwierdziłam, że nie chcę czekać, aż uzbieram pieniądze na wymarzoną podróż, buty, aż znajdę jakiegoś kompana itd. tylko wyruszę z tym, co mam i kilka dni po podjęciu tej decyzji byłam już w trasie - samotnie przeszłam Hiszpanię pieszym szlakiem del Norte. To miała być podróż życia, ale teraz już nie chcę, żeby tak było - chcę kolejnych i kolejnych podróży. Chodzenie górskimi szlakami strasznie uzależnia, tak samo wspinaczka po skałach, poznawanie ludzi, gubienie się w obcych lasach, pływanie w oceanie i... argh, podróże są takie mega! Wrzesień. Początek września to była końcówka mojej wędrówki. Potem byłam na konwencie Baltikon, gdzie dobrze bawiłam się jako fotograf i jury. Zdałam też na grafikę komputerową do pewnej uczelni i już pod koniec września zaczęłam zajęcia. Wydaje mi się, że od tamtej pory zamieszczam na blogu niemalże tylko akwarelowe prace, bo z własnej woli nie umiem już usiąść do Photoshopa. XD Nauka grafiki jest jednak super i nareszcie studiuję coś bardziej praktycznego. Październik. Byłam na Międzynarodowym Festiwalu Komiksów, gdzie bawiłam się genialnie ze świetnymi ludźmi. I trzymałam w ręku zina, w którym pierwszy raz wydrukowano coś mojego. Wzięłam też udział w Projekcie 24, gdzie udało mi się narysować 24 strony komiksu w niecałą dobę. Listopad. Cały mój czas pochłaniały zajęcia, mimo to starałam się tworzyć komiks (który niestety do tej pory jest dopiero w trakcie tworzenia) do gdańskiego zina. Grudzień. Oprócz tego, że miałam wykład na spotkaniu podróżniczym, to nie działo się absolutnie nic - wspominałam już, że cały mój czas pochłania nauka grafiki? XD Masakra... Ogólnie jednak uważam ten rok za bardzo udany. Głównie dlatego, że wyruszyłam na wymarzoną wyprawę, przez którą wiele się zmieniło. Moje życie idzie do przodu powoli, ale jakoś idzie. :)

czwartek, 25 grudnia 2014

Lolz

W tym roku wpadłam na pomysł nadrukowania się na kubkach w ramach prezentów bożonarodzeniowych. Z braku czasu stworzyłam tylko trzy (obiecuję sobie w przyszłości jeszcze jakiś zrobić) - jeden dla koleżanki oraz dwa dla rodziny.



Najwięcej frajdy miałam przy rysowaniu kubka dla brata - widzicie tam Pepe, Creepera i Phina? :'D Ogólnie jestem zadowolona z efektu - obawiałam się, że kolory wyjdą nie takie jak trzeba itp. Ale kolory wyszły żywsze, niż się spodziewałam. :D No i do środka można włożyć masę fajnych głupot.




*

Przerwa świąteczna równa się więcej czasu na rysowanie. Na razie taki szkicyk na rozgrzewkę (spróbuję go potem jakoś sensownie pokolorować). Miał być fanart do "Legendy Korry", ale Zuko i Aang to takie fajne postacie...

niedziela, 21 grudnia 2014

Randomowy tytuł randomowego posta

Rok temu byłam na festiwalu podróżniczym "Menażki" (UG), gdzie studenci opowiadali o swoich podróżach. Słuchałam tych opowieści z mieszanką zachwytu i zazdrości obiecując sobie, że za rok to ja znajdę się wśród nich. Marzenie się spełniło - w zeszłą niedzielę miałam prezentację o mojej samotnej wędrówce przez Hiszpanię - "Pieszo na koniec świata". W ogóle dziękuję wszystkim, którzy przyszli (mimo, że to nie była jakaś super podróż, a dopiero moje podróżnicze początki). Najwspanialszy był moment, gdy po prezentacji podchodzili do mnie ludzie i wypytywali o szczegóły mojej przygody, a niektórzy mówili, że za rok też się wybiorą i że czują się zainspirowani. Super, to mnie mobilizuje do dalszych wypraw w przyszłości!

Do prezentacji poza zdjęciami dołączyłam trochę rysunków robionych na szybko... między innymi tutaj opowiadałam o tym, że moim celem była Finisterre, czyli miejsce uważane w średniowieczu za koniec Ziemi, bo jak wiadomo Ziemia była płaska i dalej to już tylko potwory morskie. :'D

Tu jeszcze wspominałam o trasie, która przebiegała przez góry, dlatego raz szło się bardzo ciężko, a innym razem bardzo przyjemnie.

Mówiłam też oczywiście o ludziach, których tam poznałam (i o pewnym żółwim towarzyszu).


Festiwal miał świetny klimat, podróżnicy to super ludzie. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze znajdę się wśród nich. Na razie rozglądam się za ciekawym szlakiem trekkingowym (coś z pięknymi widokami, gdzie dałoby się tanio przeżyć i przy okazji w ogóle przeżyć xd) i za dobrymi butami (bo na razie mam tylko sandały trekkingowe, które są przewspaniałe, ale prędzej czy później zabiję się na jakiejś większej górce).

*

W ogóle nie mam czasu na rysowanie. :( Robię tylko takie szybkie bazgroły. Od środy będę miała przerwę świąteczną, to może uda mi się w końcu cokolwiek stworzyć.




A tutaj moja stara postać z RPG-ów, łotrzyk Azune (już się pojawiała na blogu nieraz).



Robię też różne rzeczy na moich zajęciach z grafiki. Ale na razie totalnie nie mam się czym chwalić. Bo jestem naprawdę szalenie początkująca i takie biedne rzeczy tylko tworzę (np. śliwkę w Illustatorze narysowałam xd). Mogę na razie pokazać mój pierwszy w życiu projekt z liternictwa ("Kompozycja liternicza na formacie B2"), który musiałam wykonać od początku do końca ręcznie. I jeszcze wrzucam rysunek postaci (pierwszy raz rysowałam coś na brystolu B1, masakra), choć wiąże się u mnie z bardzo złymi wspomnieniami, bo miałam gorączkę, jak to rysowałam. Serio, miałam gorączkę i zamiast iść do domu męczyłam się z tym rysunkiem. XD (Najgorsze jest ułożenie światła na nogach, które powinno leżeć gładko, już nie mówiąc o niezaznaczeniu tła w najmniejszym stopniu i o błędach anatomicznych, oż.)



*

Życzę Wam magicznej zimy. Tu macie coś, co mnie osobiście wprawia w totalnie baśniowy klimat - [link]. Co prawda za oknem tylko leje, ale z niecierpliwością czekam na biały śnieg i wieczory spędzone w oknie w ciepłym swetrze i kubkiem kakao w dłoniach. Takie wieczory to najbardziej magiczne momenty w roku.

wtorek, 2 grudnia 2014

Nie spać, rysować!

Fanarty do gry To the moon. Grałam w to dawno temu, nadal polecam. Nie znam nikogo, kto nie wylałby na niej hektolitrów łez. :')





Powinnam spać, ale kupiłam sobie taki ładny mały szkicownik i ma jeszcze tyyyle pustych kartek...!

poniedziałek, 1 grudnia 2014

W tę zimną grudniową noc...

Na początek: państwo Kruk i Wilga z epoki baroku. Zabici przez mój skaner, który okrutnie przejaskrawia kolory (ale serio, ma ktoś jakąś metodę na skanowanie akwareli?).



Oraz Lis z klimatów dickensowskich. Malowany zieloną herbatą (w połowie wypitą przez mojego kota), bo nie chciało mi się iść po wodę.



*

Komiks do gdańskiego zina robi się. Mam już ostateczny projekt głównej bohaterki - taki tam mega uproszczony, ale przynajmniej w końcu wygląda na mniej więcej dwanaście lat, a na tyle miała wyglądać.



A poniżej garść szkiców: randomowe dzieci, randomowe potwory i wstępne projekty miasta, w którym będzie się działa główna część akcji.



Ogólnie to już zaczęłam rysować "na czysto", mam już kilka stron ołówkiem (potem dojdzie tusz i atrament). Na początku była wielka ekscytacja, że to już-teraz, w końcu wielka chwila, pierwszy porządny komiks w życiu... i nadal jest ekscytacja, choć już mniejsza i tłumiona przez "nie chce mi się". Ale na razie jakoś powoli idę do przodu. A tu wklejam jedną ze stron. Nie mam zamiaru zdradzać nic z fabuły - pokazuję tę stronę tylko na dowód, że coś tam w ogóle robię.

piątek, 21 listopada 2014

Koszulki, komiksy oraz narzekanie na brak czasu

Gdzie jest mój czas? :( Nie no serio chciałabym wstawiać posty znacznie częściej, już nie mówiąc o zamieszczaniu w nich dokończonych rysunków, a nie tylko szkiców. Ale jakoś nie mam kiedy i w ogóle ledwo co ogarniam to wszystko ostatnio.

*

Z nowin - w końcu zdecydowałam się sprzedawać moje grafiki na koszulkach i gadżetach. Na razie mam tego niewiele, ale będzie na pewno więcej, zresztą mam już całą masę pomysłów.
[Link do sklepu].



Torba na lapka zaatakowana przez kolorowe Tereferekuki. Do kompletu do wesołej torby można dokupić niewesołą i budzącą grozę koszulkę z Jeleniem, który je leni. Jest jeszcze (dawno obiecana ludziom z fandomu) koszulka z Doktorem Who i jego przygodą w czasie.



Już raz kiedyś komuś dałam T-shirt z moją grafiką i to naprawdę frajda zobaczyć kogoś ubranego w coś, co się samemu stworzyło. A chciałabym mieć w życiu więcej frajdy, więc tego no.

*

Komiks, o którym ostatnio wspominałam, szkicuje się. Na razie próbuję jakoś rozplanować kadry, cały czas zmieniam wszystkie dialogi na nowo i na nowo, i staram się zaprojektować jakieś lokacje. Już się nie mogę doczekać, aż w końcu usiądę i po prostu zacznę to rysować. :D



Ciągle zastanawiam się też nad główną bohaterką. Za nic w świecie nie chce mi się udać.



*

Jakieś prace z zajęć. Wreszcie nie trzeba było robić ołówkiem, więc wzięłam swój ulubiony zestaw węgiel+kreda i jest draperia.



Potem jeszcze chciałam zrobić portret... I serio pierwszy raz w życiu portret sprawiał mi tyle frajdy, baaardzo chciałabym nad tym dłużej posiedzieć i pobawić się tymi wszystkimi cieniami i detalami, niestety byłam tylko na połowie tych zajęć i ledwo zaczęłam, a modelka sobie poszła. Ale tak się wkręciłam, że chętnie jeszcze kogoś bym narysowała, tylko kto mi będzie siedział kilka godzin nieruchomo. Chyba sobie strzelę autoportret z lustra. Jak znajdę czas. (Ale za tydzień ma pozować jakiś pan dziadek, ale fajnie, będą zmarszczki do cieniowania!)



*

Dorwałam się do randomowego kartonu. I tak się skończyło.





Wszystko, co wpada w moje ręce, kończy podobnie.

środa, 5 listopada 2014

Nowy komiks się tworzy

Bestian w stroju tego gościa od voodoo z tego tam filmu... łotewer. Pasowało mi.



*

Nowy komiks się tworzy! Do zina, który jeszcze nie istnieje, ale którego tworzymy ze znajomymi i w ogóle ekscytacja! Szkice się robią:



To poniżej to projekty randomowych dzieci i randomowych potworów, bo będzie tam dużo dzieci i jeszcze więcej potworów. Potwory to w ogóle podstawa dobrej historii, nie? :'D



A tutaj projekty dwóch tajemniczych agentów oraz jeszcze-nie-ostateczne koncepty głównej bohaterki.



A tu już - mam nadzieję - ostateczna wersja głównej bohaterki. Jest dorosłą kobietą uwięzioną w ciele dziewczynki.



Teraz zostało mi jeszcze rozrysowanie co ważniejszych scen i kilku lokacji, głównie miast, dla mnie rysowanie miast to masakra, fajnie będzie mieć ten etap za sobą.

*

Na zakończenie chaotyczne kreski ołówkiem czyli draperia.

środa, 29 października 2014

Szkicownikowo

W sobotę byłam na pierwszym (w historii tego świata) zlocie internetowej grupy RPG Fantasme College. Wreszcie można się było zobaczyć na żywo z całą masą ludzi, których do tej pory znałam tylko wirtualnie, pogadać przy porcji frytek i powymieniać się szkicownikami. Nie mam niestety skanów tego, co sama rysowałam ludziom (z dziesięć rysunków przynajmniej), ale linkuję arty, które dostałam od innych - [link] - wszystkie z moim OCem Bestianem, tyle radości.



To powyżej to art jednej z postaci, który mogłam wręczyć osobiście na zlocie. Nie mam ostatnio w ogóle czasu na rysowanie i myślenie, więc niestety malowałam to w nocy i niewiele myślałam właśnie, dlatego głównie są to proste akwarelkowe efekty, żeby jakoś to wyglądało, ale nie mam pojęcia, czemu postać jest tak po skosie... Chciałabym mieć czas na narysowanie czegoś lepszego.



A to powyżej narysowałam już po powrocie ze spotkania - Bestian właśnie, moja postać do Fantasme College. Dla nieznających go tłumaczę, że nosi na grzbiecie ogromny słój po ciastkach z zapieczętowanym w środku wilkopodobnym demonem.

*

Komiks z warsztatów komiksowych w Manhattanie, na które zaczęłam chodzić. Miałam stworzyć coś na temat "Superbohater" i to było pierwsze, co przyszło mi do głowy. XD



*

Czytam sobie "Wojnę polsko-ruską..." Doroty Masłowskiej. I rysuję postacie tak, jak sama je widzę, zanim zobaczę ekranizację, która narzuci mi własną wizję bohaterów. Właśnie za bohaterów cenię sobie tę książkę, są totalnie realni, z krwi i kości, z taką Andżelą to nawet do gimnazjum chodziłam.



*

Szkice, szkice... Wspominałam już, że nie mam czasu na porządne arty? XD Tylko takie szkicyki spomiędzy notatek z wykładów. Tutaj akurat dwójka głównych bohaterów z mojej niby to powieści, która kiedyś się tworzyła, teraz się nie tworzy i nigdy nie będę miała wystarczająco dużo cierpliwości, żeby ją spisać. Ale chciałabym, naprawdę lubię tę historię i jest już serio dopracowana. Może kiedyś...



*

Głupoty-głupoty-głupoty.





*

Jest martwa, a nawet mam już za sobą pierwsze jakieś tam większe projekty, ale zdecydowanie jeszcze nie do pokazywania światu. Się pożalę, że mamy cudownie ciasną salę rysunku i przez te kilka godzin zajęć widziałam głównie plecy koleżanki, musiałam zgadywać, co jest za nimi. Słabo.



sobota, 18 października 2014

24 strony w 24 godziny

W zeszły weekend brałam udział w 24 Hour Comics Day, gdzie zadaniem uczestników było narysowanie na zadany temat 24 stron komiksu w ciągu 24 godzin.



Nie dość, że daliśmy się zamknąć na weekend w szkole, to jeszcze tegorocznym tematem była "Edukacja". Z portretu spoglądał na nas bardzo groźnie wyglądający papież. Ale przetrwaliśmy - do wieczora pijąc hektolitry kawy, o świcie śpiewając piosenki Disneja. Odkryłam, że da się rysować w każdych warunkach - czy to trzęsąc się ze śmiechu, czy to śpiąc.

Scenariusza praktycznie nie stworzyłam. Ostatnie sześć stron powstało już zupełnie samo, bo nie miałam pojęcia, do czego ja właściwie zmierzam. Nie wiem, jakim cudem to wszystko się narysowało. Ale jakoś się udało. Skończyłam o dziewiątej rano, choć byłam niesamowicie martwa (co chyba widać na zdjęciu powyżej) i ubabrana tuszem, a całą drogę powrotną w pociągu przespałam (śniły mi się tańczące obiektywy, źle ze mną). Dziękuję wszystkim super ludziom z 24 Hour Comics Day za mega klimat, żarciki i wspólne rysowanie, a poniżej prezentuję te moje ekspresowe, 24-stronicowe bazgroły!