czwartek, 27 marca 2014

Akwarelowo

Się sięgnęło po akwarele.



Ilustracje do książki Michaela Ende'a (tak, tego samego, któremu zawdzięczam największą - obok śmierci Mufasy - traumę dzieciństwa, czyli zatonięcie Artaxa). Bardzo inspirujący człowiek. Niedawno zachwycałam się malarstwem jego ojca. Michael wychowany wśród takich obrazów nie mógł wyrosnąć na "normalnego" człowieka. Jest w nim wrażliwość, którą najbardziej cenię u twórców literatury dziecięcej. Zdaje sobie sprawę, że świat dziecięcej wyobraźni to nie infantylizm czy banalność, ale wręcz przeciwnie: inność, dziwność, a nawet mrok (bo to właśnie w pierwszych latach życia, gdy wszystko jest wyolbrzymione, człowiek styka się z największą grozą). Nie ma sensu oszukiwać dzieci kolorowymi, płaskimi historyjkami. Dziecięca wyobraźnia wymyka się wszelkim normom i schematom, jest w tym wszystkim jakaś nienormalność - i po co ją tłumić?



Dla przykładu mój ulubiony cytat z Momo ukazujący nie tylko absurdalność naszego "dorosłego" świata, ale i właśnie prawdziwy dziecięcy koszmar: "W rezultacie we wszystkich dzielnicach utworzono tak zwane składnice dzieci. Były to duże domy, gdzie należało odstawiać wszystkie dzieci i w miarę możliwości potem je odbierać. (...) O tym, żeby i tutaj wymyślać zabawy, naturalnie nie było mowy. Te były im narzucane przez personel nadzorujący i ograniczały się tylko do takich, w których dzieci mogły się uczyć czegoś pożytecznego".

*

Freddie i Cukier, moje dwie postacie z grupy RPG Lurid University [link]. I tak, jest to rysunek pożegnalny. Grałam już jakieś dwa lata, a - jak wiadomo - nic nie może trwać wiecznie.



Cóż, pozostaje mi już tylko zachęcić innych. Choć sama odeszłam, nadal polecam. Jeśli ktoś lubi rysować i potrafi to robić non stop, dodatkowo chce poznać podobnych do siebie rysunkowych maniaków (a przy tym naprawdę świetnych ludzi), to grupa jak najbardziej dla niego. Najfajniejsze w tym wszystkim było wspólne rysowanie, szczególnie "na żywo" w czasie spotkań "w realu". Ludzie mobilizują Cię do rysowania, dają kopa kiedy trzeba i pchają naprzód. Nigdzie się tak nie rozrysowałam jak właśnie w Luridzie.

*

Jakieś tam szybkie gryzmoły do Avatara... eh. OBIECUJĘ narysować lepszego fanarta, takiego, na jakiego ta seria zasługuje. Bo wiem, że na pewno chcę narysować coś avatarowego, ale jeszcze nie wiem, co dokładnie. :P



Jestem po drugim sezonie i totalnie uwielbiam legendę o pierwszym Avatarze Wanie. Ogólnie "Legenda Korry" robi dobrą rzecz bawiąc się stylami. Raz pokazują nam wielkie mechy z elementami animacji 3D (technologia Asami), a innym razem czarno-białe ujęcia imitujące stare filmy z ograniczonymi efektami specjalnymi ("Przygody Nuktuka"). Natomiast odcinki poświęcone początkom historii Avatara są po prostu cudowne. Coś jak mix starych, klasycznych animacji z klimatem zbliżonym do "Spirited away" (i może "Mononoke hime", choć w lżejszej wersji). Sama historia jest niesamowicie baśniowa i jakby wycięta z innego filmu. Nie spodziewałam się zobaczyć tutaj czegoś takiego. Jeśli samego "Avatara" oglądam głównie dla rozrywki, to odcinki o Wanie mogę już polecić jako kawałek lepszego kina.

2 komentarze:

  1. Jejku, Ende! Nic to co prawda nie wniesie być może konkretnego, ale... uwielbiam go.
    I Twoje ilustracje do "Momo" ładne bardzo, dokładnie oddają tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie :) cieszę się, jeśli choć trochę trafiłam w klimat. I tak, Ende jest niesamowity. :)

      Usuń