środa, 4 czerwca 2014

Chińskie bajki

Jak chodziłam do gimnazjum, na lekcjach czytałyśmy z koleżankami mangi pod ławką. Jakoś tak z końcem gimnazjum wyszłam z tego okresu (i dobrze, bo i bez tego jestem dziwna :D). Ale był jeden komiks, który nie pozwalał mi o sobie zapomnieć z racji tego, że pełno go na Deviantarcie, na Tumblrze i wszędzie. Niedawno przypadkiem natrafiłam też na taką AMV-kę, a jak wiadomo dobre AMV-ki wiedzą, jak działać na emocje odbiorców. Po zobaczeniu jej wiedziałam już, że nie mogę umrzeć w niepewności i po prostu muszę wiedzieć, jak ta historia potoczyła się dalej (choć niestety widziałam już trochę spoilerów - chociażby w podlinkowanym przeze mnie filmiku). "Naruto", bo o tym tytule mowa, w gimnazjum doczytałam do któregoś tomu (dwadzieścia coś bodajże). Jako że już nie mam dostępu do komiksów, teraz obejrzałam sobie końcówkę pierwszej serii w anime, po czym jakoś tak automatycznie przeszłam do drugiej serii (omijając oczywiście fillery, które zajmują 50% filmu i przewijając wszystkie retrospekcje, które zajmują jakieś 25%. XD Nie chcę stracić na to całego życia).



Kreska jest straszna, fabuła miejscami nie ma sensu, ale zwyczajnie chce się wiedzieć, co będzie dalej. (Czy Sakura dalej będzie kochała Saska mimo jego dodatkowych rąk? XD Czy jakiś Sherlock dokona w końcu niesamowitego i przełomowego odkrycia, że Czwarty Hokage był ojcem Naruto? XD) Chociaż z drugiej strony, znając siebie, pewnie nie dotrwam do końca. Zwyczajnie odpadam przy serialach, bo ciągną się za długo (do Doctora Who mój brat czasem musiał mnie zmuszać).



Swoją drogą w nowej serii występuje postać, która jest moim męskim odpowiednikiem - Sai. Okej, może na zewnątrz zachowuję się czasem jak tytułowy Naruto (a na pewno często dobieram ciuchy na tej samej zasadzie), ale podobieństwo z Saiem jest nieprawdopodobnie duże (zresztą kto mnie zna z codziennego życia, ten potwierdzi). Czy to jest egoizm, jeśli Sai automatycznie stał się moją ulubioną postacią? :'D



*

A tutaj garść rysunków, które uzbierały mi się na marginesach notatek. Serio nic tak nie mobilizuje mnie do rysowania, jak wykłady. (Co dziwne podczas rysowania/notowania rozumiem i zapamiętuję znacznie więcej, niż gdybym miała tylko słuchać.)





*

Niedokończony rys. To miała być historia pewnej żarówki na pewien konkurs komiksowy o niezbyt ciekawym temacie surowców wtórnych, ale po kilku nocach spędzonych nad tym coś mi się zawiesiło i mam zapisaną tylko taką wersję z szerokością 600 pikseli (a miało iść do druku na A4 i miało być bardzo dobrej jakości). Więc albo strzelę sobie w łeb i rzucę to wszystko w cholerę, ale strzelę sobie w łeb i zacznę to wszystko robić od początku. Dzięki ci Photoshopie za takie dodatkowe atrakcje w życiu. *&^%$#@&#^*^%*$^& Mam ochotę zabić jakąś żarówkę.



*

W ostatniej notce wspomniałam o warsztatach komiksowych, na które wpadłam (na wpół przypadkiem) pod koniec maja. Zgromadzenie wymieniało się kartkami, każdy dorysowywał po jednym kadrze komiksu i tym sposobem powstało mnóstwo zbiorowych dzieł. (Ja zamieszczam tylko fragmenty kilku. Nie starczyłoby miejsca, gdybym zamieściła całość lol.)



Niezłe ćwiczenie kreatywności, gdy trzeba jak najszybciej wymyślić coś na podany temat, a przy okazji można też poznać mnóstwo pomysłów innych osób. Pomysł ze zwykłymi potworami, które wiodą sobie spokojne życie, podczas gdy w gazetach pojawiają się coraz częstsze informacje o atakach człowieków na ich miasto - aż się prosi o rozwinięcie tego wątku. Mam też pomysł na kilka nudnych mocy dla pokemona-człowieka (moc płacenia podatków chociażby. Ktoś ma jeszcze jakieś pomysły? Chętnie posłucham). Takie spotkanie to świetny sposób, gdy ktoś ma pustkę w głowie i szuka weny/inspiracji, polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz