środa, 30 lipca 2014

Offline do września

Pewnego razu wyjrzałam sobie za okno, a tam dzieciaki kuzynka z koleżanką rysowały kredą po jezdni, dosłownie każdy centymetr zarysowany. Wspomnienia ożyły, wybiegłam dorysować też coś swojego, pokazałam im, jak się gra w klasy... A pamięta ktoś jeszcze, jak się skakało przez gumę? *Łza tęsknoty w moich babcinych oczach.* To było ze dwieście lat temu...



Tak poza tym to będę offline przez czas jakiś, ale we wrześniu spodziewajcie się postów. Do następnego razu!

środa, 23 lipca 2014

Sergiusz



Narysowałam to tylko z jednego powodu. XD Mój wujek podsyła mi filmiki tego typu [link] i ogólnie zachwyca się hiperrealizmem. Chciałam mu udowodnić, że każdy coś takiego potrafi narysować, jeżeli tylko poświęci swojej pracy odpowiednio dużo czasu. Tak więc ochoczo zabrałam się do pracy iii... wysiadłam. Zalinkowany przeze mnie portret Morgana Freemana powstawał przez ponad dwieście godzin, a ja dałam sobie spokój po trzech dniach (w sumie około dziesięć godzin). Nawet mój Naruto ze słonecznikami powstawał o wiele dłużej (chociaż to pewnie dlatego, że był rysowany z wyobraźni, jedynie podpatrzyłam na kilku zdjęciach układ rąk, wygląd słoneczników itp. - a w przypadku portretu Serja opierałam się przez cały czas na jednym, gotowym zdjęciu). Więc jednak przegrałam, hiperrealistka ze mnie żadna, nie mam do tego wystarczającej cierpliwości... A zresztą ja zawsze uwielbiałam van Gogha i te jego gwałtowne porywy, gdy rano wybiegał malować, wieczorem już wracał z gotowym płótnem, żeby następnego dnia namalować coś nowego i tak codziennie po obrazie. Wolałam Pasję życia Irvinga Stone'a niż Dziewczynę z perłą Tracy Chevalier, gdzie malarz wymęczył obraz, wymęczył tytułową dziewczynę i wymęczył mnie (z góry przepraszam fanów za subiektywizm). Ślad pędzla coś w sobie jednak ma. Z tego samego powodu cenię też sobie sketchblogi i concept arty, dzięki którym mogę podpatrzeć cały proces myślowy twórcy, wszystkie jego natchnienia, zmieniające się pomysły itp. (Chociaż poszłabym kiedyś chętnie na wystawę rzeźb hiperrealistycznych - to musi być fajny klimat.)



...Dlaczego akurat padło na Serja Tankiana? Ci, którzy mnie znają, znają też mój szał na jego punkcie. I historię o tym, jak to w dzieciństwie nie interesowałam się muzyką, ale po usłyszeniu "Chop Suey" w 2001 wiedziałam już, kto będzie moim ulubionym wokalistą - ze swoim wariactwem i oryginalnością Serj nadawał się do tego jak nikt inny. Przez te kilkanaście lat słuchałam też innych wokalistów, gust muzyczny mi się zmieniał, aktualnie uwielbiam muzykę elektroniczną (oraz folk z różnych stron świata), kolejni idole przychodzą i odchodzą, ale ten jeden pozostaje wiecznie i niezmiennie. :P

poniedziałek, 7 lipca 2014

Włóczykijowanie! Oraz Bałtycki Festiwal Komiksu

Znowu miałam okazję powłóczyć się po Kaszubach i tym razem zapuściłam się w nieco dalsze rejony.



Mój szlak częściowo pokrywał się nawet z Pomorskim Camino (czwarte zdjęcie). Mega fajne uczucie zobaczyć znak z muszlą pielgrzyma - niestety się zawiodłam, bo po parudziesięciu metrach oznaczenia się kończą i dalej bieda. Co do piątego zdjęcia - w 95% właśnie tak wyglądała moja droga. Chociaż zazwyczaj nie było nawet kawałka ziemi, a tylko do wyboru: a) asfalt zalany wodą z rozpędzonymi tirami lub b) mokra trawa. Tak czy inaczej pełne buty to totalny niewypał przy deszczowej pogodzie, słabo schną. Przedostatnie zdjęcie to mój "warsztat malarski" w plenerze, pełen profesjonalizm, jest pędzelek, szkicownik, farbki i woda z jeziora (aktualnie jezioro jest już w pełni zakażone - myłam w nim pędzle). Hm, łażenie i rysowanie to moje dwie pasje, czemu by ich nie połączyć. Mogłabym tak przez całe życie - wędrujesz i wędrujesz, a co jakiś czas zatrzymujesz się, żeby coś narysować. (A potem rysujesz sobie jedzenie, żeby nie skonać z głodu albo po prostu zjadasz własne farby.)





A to jest niestety niedokończony malunek - w trakcie złapała mnie burza i mój szkicownik cudem uniknął śmierci w ulewie:



Jeszcze garść szkiców:



*

A zmieniając temat - w międzyczasie byłam na Bałtyckim Festiwalu Komiksu. Nie wiem, jak napisać jakąś sensowną relację, więc zamiast tego rysuję Neptuna-motorniczego z morderczym zapędem do rozjeżdżania ludzi, w roli pasażerów występują Spell i Igor, a ja uciekam - prawdopodobnie do Gdyni.



Dzięki ludzie za super spędzony czas, szczególnie za Tramwaj Komiksowy i za Bitwy Komiksowe! (Komu się jeszcze nie chwaliłam, że pokonałam Dema w Bitwach? :P) I za mniej oficjalną część imprezy, na której czytaliśmy moje mangi z podziałem na role (bo wygrałam je w konkursie na pasek komiksowy... argh. No cóż, przynajmniej było zabawnie. XD Ale tak serio chyba je rytualnie spalę, wyglądają strasznie).

Było mega. :D

(Zdjęcia od Mateusza - dzięksy.)