poniedziałek, 8 września 2014

Wlóczykijowanie po Hiszpanii

Udało mi się spełnić swoje największe marzenie, przeszłam Hiszpanię na piechotę (szlakiem Camino del Norte). :) Dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki!



Plan był prosty: wyruszyć całkiem samej do nieznanego sobie kraju, bez znajomości języka, z małą ilością pieniędzy, w jednych tylko sandałach i z niewielkim plecakiem, po czym po prostu iść i iść przed siebie (hahaha). Iii... plan prawie wypalił, bo z tym "całkiem samej" to tak nie do końca. Już pierwszego dnia poznałam niesamowicie wspaniałych ludzi i potrafiłam iść czasem cały dzień zupełnie sama po totalnej dziczy i odludziu, a innym razem w super pozytywnej grupie innych wędrowców. I jedno, i drugie miało swój urok, ale teraz w ogóle nie wyobrażam sobie, co by to było, gdybym nie trafiła akurat na te osoby. Dogadywaliśmy się świetnie mimo, że każdy był z innego kraju, każdy miał inne poglądy i tradycję. Sama wędrówka super, uwielbiam chodzić nawet te czterdzieści parę kilometrów dziennie (dziwne hobby...). Niesamowite wrażenie robią potężne skały i klify, wzburzony ocean, magiczny las jak ze Śródziemia czy malowniczy widok wypasanych w górach owiec czy kóz. Największym przeżyciem było oczywiście dotarcie do celu podróży - do Fisterry czyli miejsca uważanego w średniowieczu za koniec świata. Zachód słońca w Fisterrze nad bezkresnym oceanem - emocje nie do opisania. (A przy okazji samego wędrowania miałam też okazję stopować, surfować, wspinać się po skałach, grać na ukulele, uczestniczyć w rytuale odpędzania wiedźm i jeść kanapkę z ośmiornicą.)



Ogólnie myślałam, że jak już spełnię to swoje nietypowe marzenie, to może mi przejdzie i zacznę mieć normalne, życiowe plany i pragnienia, ale nie - czuję, że mogłabym robić takie rzeczy już do końca życia. Także jak kiedyś wygram górę kasy, to rzucę wszystko i będę bez ustanku podróżować po świecie. A póki co muszę wrócić do szarej rzeczywistości, ale na sto procent każdy zaoszczędzony grosz pójdzie na kolejną wyprawę. Marzy mi się wizyta w buddyjskim klasztorze, wolontariat w afrykańskim sierocińcu i jeszcze kilka innych totalnie niepoważnych rzeczy.



*

W drodze powrotnej żałowałam, że nie mam kartki do rysowania, ale w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że pamiątki, które przewożę, są w papierowej torbie. Oczywiście całą zarysowałam:



W następnym poście obiecuję wrócić do tematyki bloga i zamieścić jakieś moje nowe prace. Jeżeli uda mi się ogarnąć rzeczywistość, to postaram się pojawić na Baltikonie (choć nie na mangowych panelach, nieee! raczej tylko na fantasy) oraz na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Łodzi. Postaram się. Przy okazji: na Festiwalu w Łodzi serdecznie polecam zaopatrzyć się w najnowszy numer zina "Mydło", gdzie wydrukują mój komiks o kosmosie. :) Pierwszy raz mnie drukują, jupijajej!

8 komentarzy:

  1. achh.. tak chociaż autostopem przez Polskę ^^ Jak czegoś naprawdę się chce to można, zawsze, jakie to by nie były szalone marzenia. Gratuluje spełnienia :)

    Będą może szczegóły powstawania Komiksu o kosmosie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ten komiks o kosmosie to ledwie trzy strony :'D Pewnie nawet nie mam się czym chwalić (ale to mój pierwszy wydruk). Tutaj wszystko było opisane http://szarosen.blogspot.com/2014/06/sens-zycia.html. Pozdro i dzięki. :D

      Usuń
    2. Myślałam, że będzie jakaś kontynuacja :D A pochwalić jest się czym ^^

      Usuń
  2. Nie bałaś się podczas tych samotnych fragmentów? :D I gdzie sypiałaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie xd szlak jest oznaczony, a po drodze są schroniska (albergue). :) Chociaż czasami nie było schroniska i trzeba było kombinować, ale właśnie dzięki takim sytuacjom mam barwniejsze wspomnienia. :p

      Usuń
    2. To zazdroszczę, ja bym się zastanawiała, co (a raczej kto) kryje się za każdym krzakiem i czy mnie na przykład nie napadnie ^^'

      Usuń
    3. Oj tam, jak spotykałam ludzi, to sami sympatyczni i pomocni - jedyne, czym mnie atakowali, to czasami potokiem słów, Hiszpanie gadają jak nakręceni, szczególnie kiedy powie się im, że nie zna się hiszpańskiego. :) Ale poza tym wskażą drogę, poczęstują pomidorami z własnego ogródka i podwiozą ze schroniska na plażę.

      Usuń
    4. Tylko pogratulować towarzystwa w takim razie :)

      Usuń