sobota, 27 grudnia 2014

2014

Dokończyłam. :D Zuko i Aang z "Avatara". Mimo, że akwarelami idzie mi miliard razy szybciej i łatwiej, to zabrałam się za akryle, żeby nie być monotematyczna. Nie do końca jest tak, jak chciałam (nie ma tego całego rozmalowania), ale jednak super, że w końcu mogłam skorzystać z wolnego czasu i namalować coś konkretnego. Chcę malować więceeej.



Tak przy okazji - niedawno śnił mi się Aang palący fajkę. Magowie powietrza zdecydowanie powinni palić fajki. :D



Na zakończenie wrzucam obrazek z Saiem z "Naruto". Malowany resztką lemoniady z miodem (i akwarelami ofc), bo tylko to miałam pod ręką. Już dawno chciałam narysować Saia, bo jest tak bardzo totalnie podobny do mnie (z charakteru oczywiście). Na razie zrobiłam taki oto bazgroł ze współczesnym Saiem jako studentem ASP. :P



*

Jako że rok zbliża się do końca, tradycyjnie nadszedł czas na podsumowanie 2014! (I tradycyjnie podaję linki do poprzednich blogowych podsumowań: 2011, 2012, 2013.)



Styczeń. W końcu udało mi się opisać historię Cukra i całej jej rodziny. Były to postacie, które powstały zupełnie przypadkiem tylko na potrzeby deviantartowej gry, a mimo to nabrały własnych charakterów i stały się ważną częścią mojej (wątpliwej) twórczości. Pewnie jeszcze pojawią się nieraz. Luty. Upłynął mi na inspirowaniu się francuską sztuką oraz na robieniu głupich animacji. Wymyśliłam tereferekuki, które w niedługim czasie zawładnęły mną całkowicie i rysuję je wszędzie. Marzec. Tym razem upłynął mi na oglądaniu chińskich filmów z gatunku kung-fu. :D Zaczęłam też wymyślać własne dziwaczne metody na robienie animacji (btw. muszę w końcu opanować tego Flasha). Odeszłam z Lurid University (wyżej wspomnianej deviantartowej gry), co nie było łatwe po paru latach uzależnienia XD Ogólnie marzec był hm, dziwnym miesiącem (niecodziennie dostaje się diagnozę zespołu aspergera, wtf). Kwiecień. Chyba nic ciekawego się wtedy nie działo - ale tak przeglądając posty z tamtego okresu stwierdzam, że powinnam zdecydowanie robić więcej wycinankowo-bzdurnych animacji, wyjątkowo je lubię. Maj. Pierwszy raz trafiłam na warsztaty komiksowe w Gdańsku, na które chodzę do dziś - czerpię tam inspirację, rysuję i gram w planszówki, czego chcieć więcej od życia? :P Czerwiec. Narysowałam jeden z najbardziej starannych i efektownych rysunków w życiu (potem już energia mi opadła i pewnie już nigdy tak nie będę rysować). Zrobiłam też komiks do zina. A przede wszystkim nadeszły wakacje i zaczęłam swoje długodystansowe piesze wędrówki po Kaszubach. Lipiec. Kontynuowałam wędrówki i próbowałam malować w plenerze. Byłam na Bałtyckim Festiwalu Komiksów i wzięłam udział w bitwach komiksowych - ten dzień wspominam świetnie. Narysowałam też pierwszy w życiu rysunek prawie hiperrealistyczny. Sierpień. Stwierdziłam, że nie chcę czekać, aż uzbieram pieniądze na wymarzoną podróż, buty, aż znajdę jakiegoś kompana itd. tylko wyruszę z tym, co mam i kilka dni po podjęciu tej decyzji byłam już w trasie - samotnie przeszłam Hiszpanię pieszym szlakiem del Norte. To miała być podróż życia, ale teraz już nie chcę, żeby tak było - chcę kolejnych i kolejnych podróży. Chodzenie górskimi szlakami strasznie uzależnia, tak samo wspinaczka po skałach, poznawanie ludzi, gubienie się w obcych lasach, pływanie w oceanie i... argh, podróże są takie mega! Wrzesień. Początek września to była końcówka mojej wędrówki. Potem byłam na konwencie Baltikon, gdzie dobrze bawiłam się jako fotograf i jury. Zdałam też na grafikę komputerową do pewnej uczelni i już pod koniec września zaczęłam zajęcia. Wydaje mi się, że od tamtej pory zamieszczam na blogu niemalże tylko akwarelowe prace, bo z własnej woli nie umiem już usiąść do Photoshopa. XD Nauka grafiki jest jednak super i nareszcie studiuję coś bardziej praktycznego. Październik. Byłam na Międzynarodowym Festiwalu Komiksów, gdzie bawiłam się genialnie ze świetnymi ludźmi. I trzymałam w ręku zina, w którym pierwszy raz wydrukowano coś mojego. Wzięłam też udział w Projekcie 24, gdzie udało mi się narysować 24 strony komiksu w niecałą dobę. Listopad. Cały mój czas pochłaniały zajęcia, mimo to starałam się tworzyć komiks (który niestety do tej pory jest dopiero w trakcie tworzenia) do gdańskiego zina. Grudzień. Oprócz tego, że miałam wykład na spotkaniu podróżniczym, to nie działo się absolutnie nic - wspominałam już, że cały mój czas pochłania nauka grafiki? XD Masakra... Ogólnie jednak uważam ten rok za bardzo udany. Głównie dlatego, że wyruszyłam na wymarzoną wyprawę, przez którą wiele się zmieniło. Moje życie idzie do przodu powoli, ale jakoś idzie. :)

1 komentarz:

  1. Dziewczyno! Ty naprawdę masz ZA? Przy takiej aktywności, osiągnieciach, braniu udziału w zyciu publicznym? Jeżeli to ZA ty tylko in plus

    OdpowiedzUsuń