środa, 23 grudnia 2015

I gave you my heart

Czekam, aż sernik wyjdzie z piekarnika (ach ach ten zapach) i w międzyczasie sobie skanuję, co tam ostatnio mi się natworzyło. :) Tak więc dziewczynka, której wyrastają kwiaty z głowy oraz dwóch łysoli w wiankach. Tak jakoś.


A tu poniżej trzy postacie, które wymyśliłam do uniwersum Harrego Pottera.


Goffie Woffie z Hufflepuffu, czyli dzikie dziecko, któremu zdarza się szczekać, wyć i jeść psie chrupki, a także ciągle drapać się z powodu pcheł. Mimo to nikt, naprawdę NIKT jeszcze się nie zorientował, że jest wilkołakiem. Dalej jest Fant Asia - gryfonka z mugolskiej rodziny, która odkąd dowiedziała się o tym, że magia istnieje, jest totalnie zachwycona wszystkim, co ją spotyka w Hogwarcie. Wszystko sprawia jej totalną radochę, każdy mały sukcesik w rzucaniu zaklęć (nie muszę mówić, jak ekscytuje ją latanie na miotle). Ostatnia to Night Mary ze Slytherinu, której kiedyś nieszczęśliwie się umarło, ale postanowiła wrócić w szeregi uczniów jako duch. Chciałam zrobić z tego komiks (ale nie oszukujmy się, nie zrobię, za leniwa jestem na to), gdzie w tle od czasu do czasu przewijałyby się sceny z prawdziwego HP, ale główny wątek byłby zupełnie inny. Głównym bohaterem byłby niesamowicie beznadziejnie ciamajdowaty i aspołeczny chłopak, z którym zaprzyjaźniają się te trzy bohaterki i razem tworzą grono dziwaków, których omija się szerokim łukiem. Taka tam urocza i niewymagająca historyjka o roboczym tytule "Hurry Potter".

I na zakończenie wrzucam jakieś kolorowe niezidentyfikowane dziewczę, wyjątkowo brzydkie koty i Cukier z liskiem. Wszystko to na fakturowanym papierze, na którym ciężko maluje mi się akwarelami (coś się za szybko wchłaniają), ale próbuję.


*

Co roku na dzień przed Świętami oglądam sobie taką animację (autorstwa mojego ulubionego JohnSu) i co roku budzi we mnie niesamowite emocje. Obejrzyjcie sobie koniecznie - [link]. A ja lecę po sernik. Wesołych!!!

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Mary did you know

Malowane kawą, inspirowane zbliżającymi się Świętami (i moją ulubioną okołoświąteczną piosenką "Mary did you know"). :)


A tu już standardowo akwarele. Ciężko mi się maluje na papierze fakturowanym, ale efekt wychodzi całkiem fajny.


Jeszcze wrzucam gryzmoły promarkerowe i spadam, i wracam do projektów. (Ale już za dwa dni mam wolne, yay.)

sobota, 19 grudnia 2015

Ocean na końcu drogi

(Miałam sobie zrobić przerwę w blogowaniu, żeby mieć czas na naukę/projekty/Święta/życie, ale blogowanie uzależnia, więc na chwilę wracam i zaraz uciekam.)

Przeczytałam Ocean na końcu drogi Neila Gaimana. W porównaniu z innymi jego powieściami dla dzieci, ta wypada mocno średnio. Nie jest tak pomysłowa jak Księga cmentarna, do świetnej Koraliny nie ma co porównywać. A jednak okazała się niemalże wstrząsem. Okazała się jedną z tych historii, które nie dają o sobie zapomnieć.



Istnieją takie książki, które nie pozwalają się oderwać już po paru pierwszych akapitach (miałam tak choćby z Extensą Dukaja). Gaiman natomiast potrafi być mistrzem zakończeń. Gwiezdny pył kończył się w sumie depresyjnie jak na tak kolorową i baśniową (miejscami kiczowatą) historię. Nigdziebądź (moja ulubiona gaimanowa książka) dzięki zakończeniu nie daje czytelnikowi możliwości powrotu do rzeczywistości. A przynajmniej nie pozwala wierzyć w rzeczywistość taką, jaka się wydaje i każe czegoś poszukiwać (czegoś, czego nigdy się nie odnajdzie i pustka zostanie na zawsze). Ocean na końcu drogi kończy się na tyle smutno, że płakałam, czytając w SKM-ce (...przy Dzikiej drodze Strayed płakałam wielokrotnie i też w kolei miejskiej, więc może współpasażerowie przywykli do moich dziwnych zachowań). I jeżeli większa część tej powieści była typowym horrorem dla dzieci, tak po przeczytaniu końcówki myślę, że całość kierowana jest jednak do starszych czytelników. Mimo, że głównymi bohaterami są dzieci, książka ta tak naprawdę opowiada o życiu dorosłym. O tym, że jako dorośli zapominamy. I nic nie wiemy.





Po tej książce nigdy już nie będę niczego pewna. Tak więc narysowałam Lettie Hempstock i ocean, żeby jakoś odreagować. (Przy rysowaniu opierałam się trochę na tym zdjęciu: [link]).

Prądy oceanu ciągnęły mi włosy i ubranie niczym letnia bryza. Nie czułem już chłodu, wiedziałem wszystko, nie byłem głodny, a cały wielki, skomplikowany świat stał się prosty, ogarnialny, łatwy do rozszyfrowania. Pragnąłem zostać tu przez resztę czasu, w oceanie będącym wszechświatem, będącym duszą, jedyną, która miała znaczenie. Zostanę tu na zawsze.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Przerwa w blogowaniu

Muszę sobie zrobić przerwę w blogowaniu, bo nie wyrabiam czasowo ze wszystkim, poza tym czasem potrzebuję porobić coś tylko i wyłącznie dla siebie, a tak naprawdę po prostu zapadam w sen zimowy.

Wielkie dzięki wszystkim, którzy przyszli na nasz wernisaż. Prace można oglądać do końca roku w Stacji Kultura w Rumi. To bardzo przyjemne, klimatyczne miejsce i już teraz zdradzę, że najprawdopodobniej za rok raz jeszcze będę tam miała wystawę, tym razem już indywidualną. A póki co spadam i wrócę na bloga jakoś pod koniec grudnia albo najpóźniej w styczniu. Będę tęsknić i płakać.

środa, 25 listopada 2015

Wystawa niebawem

Wraz ze znajomymi organizujemy wystawę ilustracji. :) Tak więc zapraszam - 2. grudnia o godz. 18:00 Stacja Kultura Rumia. Nie Rumunia. Obowiązkowy link do wydarzenia na Fejsie: [link].

A tu mała zapowiedź tego, co pojawi się na wystawie. Jeszcze niepopakowane w antyramy. Przygotowania w toku. Pozdrawiam z mojego chaotycznego artystycznego pokoju.

niedziela, 22 listopada 2015

Koloro

Kocham robić akwarelami takie rzeczy. Malowanie, mieszanie kolorów, to wszystko jest bardzo odprężające, chociaż w moim przypadku również niezwykle chaotyczne (kiedy jako palety używam lewej dłoni, biurka albo ważnych kserówek ze studiów, popijam wodę z farbek, pędzel maczam w zielonej herbacie, kot leży na moim szkicowniku itp. XD).



A tutaj trzy hary-potery, ten trzeci trzyma różdżkę w nosie, ciekawe, czy tak też się da czarować? Fascynujące, prawda?


Narysował mi się człowiek i wilk, bo ostatnio w pociągu czytuję Jacka Londona. Niedawno skończyłam też czytać Lawinię le Guin, te wszystkie dzikie pogańskie rytuały, jedność z naturą, w takich klimatach ostatnio siedzę.


Próbowałam rysować martwą naturę promarkerami. Mam ich obecnie 14: żółcie, czerwienie, zielenie, niebieskie i brązy. A martwa była taka szarawo-biała czy coś, więc trzeba było użyć wyobraźni, dlatego poległam w połowie roboty. xd


Jeszcze garść bohomazów. Kredkami, promarkerami i akwarelami robione.


Jakaś randomowa dziewczyna. Uwielbiam postacie silnych i zaradnych dziewczyn. Ostatnio natknęłam się na Cesarzową Ki w TV i obejrzałam kilka odcinków. Główna bohaterka przebrana za faceta przewodzi grupie biednych chłopaków i ratuje ich siostry z niewoli. Walczy, strzela z łuku, jest super wytrzymała, totalnie mój idol. Niestety dalej fabuła zaczęła się robić wręcz śmieszna, postacie postępowały jak najmniej logicznie, żeby tylko nadać filmowi dramatyzmu, wpakować się w coraz większe tragedie i wycisnąć łzy z oczu widza, więc szybko sobie odpuściłam. Ale pierwsze odcinki (szczególnie pojedynek łuczniczy na pijaku) bardzo dobre.


Wrzucam dalsze fragmenty ze storyboardu (z zajęć z uczelni). Czas spędzony nad tym umilałam sobie słuchaniem audiobooka Notre Dame de Paris. (Do tej pory znałam to tylko z musicalu, który swoją drogą obejrzałam już chyba z dziesięć razy.) Gringoire najlepszy, umierałam ze śmiechu przy nim. Przy jakimś następnym projekcie na pewno dosłucham do końca. Właśnie za to lubię audiobooki, można jednocześnie zajmować się bezmyślnymi rzeczami, a jednocześnie wykorzystywać czas na coś bardziej ambitnego jednak.

środa, 11 listopada 2015

Kredki i atrament

Ostatnio odkryłam, że fajnie wyglądają zeskanowane prace lawowane atramentem (oraz połączenie atrament plus akwarele), tak więc trochę się tym bawiłam.


A tutaj atramentowo-akwarelowa dziewczynka - postać, którą wieki temu grałam w jakiegoś śmiechowego erpega. Nazywała się Mortimeryssa Mortia Mortuus, jeździła na białym kucyponku Pimpusiu i odbierała ludziom życie. (Przepraszam Pana Pratchetta, w czasach szkolnych był Pan moim idolem, naprawdę.)


Próbuję też sobie przypomnieć, co się robi kredkami. Samo kredkowanie to przyjemne zajęcie, jednak efekt jest jeszcze daleki od tego, co chciałabym uzyskać.




wtorek, 3 listopada 2015

Over the Garden Wall

...obejrzane! (Poniżej moja opinia - możecie czytać, nie ma spoilerów.)


Recenzji w internecie jest pełno (i mnóstwo interpretacji, porównań do Boskiej komedii itp.), dlatego ja skupię się tylko na subiektywnej i krótkiej ocenie. Co podobało mi się najbardziej? Chyba to, czego bardzo brakuje mi w obecnych filmach animowanych, takich jak Pora na przygodę, która owszem jest super, ale skupia się głównie na absurdzie i żartach. W Over the Garden Wall dostajemy klimat jak ze starych, dobrych powieści. Jest las pełen sekretów i legend, podróż, opowiada się historie i śpiewa piosenki. Czuć tu niemal tolkienowskiego ducha (tego książkowego Tolkiena, którego nigdy nie czułam u Petera Jacksona).


Drugim wielkim plusem filmu są główni bohaterowie - dwóch braci o charakterach żywcem wyjętych z realnego życia. Tak więc dostajemy postać typowego nastolatka, który mimo bycia głównym bohaterem wcale nie jest bohaterski, a raczej przejmuje się swoimi nastoletnimi sprawami. Dostajemy też postać kilkuletniego dziecka o całkowicie dziecięcym sposobie myślenia i równie dziecięcych (choć z jego punktu widzenia trudnych) problemach. Relacja starszego brata do młodszego jest świetnie zaobserwowana i pewnie każdy, kto ma młodsze rodzeństwo, zgodzi się ze mną. Nie są to płaskie i papierowe postacie - każdy z nich podejmuje własne decyzje i po swojemu zmienia się pod wpływem wydarzeń.


Czy polecam obejrzeć Over the Garden Wall? Hmm, czemu nie? Na pewno będzie to inspirująco spędzony czas.

sobota, 31 października 2015

Przerwa na reklamę xd

Tak jak zapowiadałam, rozkręciłam mój sklep z koszulkami, kubkami, przypinkami i innymi takimi. Zapraszam do kupowania, wybór jest naprawdę spory. :)
----- [ L I N K ] -----


Z taką torbą jesień już nigdy nie będzie szara i smutna. :P


*

Na zakończenie wrzucam jeszcze mały halloweenowy bazgroł (moja postać z grupy RPG w stroju Wednesday Addams i jej szczurek w stroju Pugsleya).


Zabarykadowałam się w domu, udaję, że mnie nie ma, moje cukierki są tylko moje. Spędzę wieczór oglądając Over the Garden Wall, bo podobno ma dobry klimat.

czwartek, 29 października 2015

Adrenalina






Taki sobie komiks robię na rozrysowanie. Może dokończę (chociaż fabuła zapowiada się na jakieś 30-40 stron, a to mnie przerasta i przeraża XD). To miała być kolejna historia, w której Cukier pojawia się jako postać drugoplanowa. Jeżeli tego projektu nie udźwignę, to może zrobię chociaż parę mniejszych, ale na pewno chcę więcej komiksów z Cukrem. ;_;

- Skakanie po dachach jest takie ekscytujące! Te emocje, ta adrenalina...!!!
- Ćwiczysz parkour???
- Nie, rysuję parkour!


Przerysowywanie ze zdjęć skaczących czy biegających ludzi w ramach ćwiczeń do komiksu. Jak same szkice idą mi bardzo szybko (i rzeczywiście jest adrenalina :P), tak rozrysowanie scen akcji w komiksie jest trudne. Eh, po co biorę się za coś, czego totalnie nie umiem? :P


I jeszcze wrzucam garść gryzmołów. W tym wstępne szkice głównego bohatera. A może ktoś ma pomysł na imię dla niego? Musi być polskie (lub w miarę normalne, jak "Max" w poprzednim komiksie).

środa, 28 października 2015

Takie tam ze studiów

(Dawno nic nie wrzucałam na bloga i trochę mi się tego nazbierało, więc opublikuję całość w dwóch postach - drugi wrzucę, jak znajdę czas na skanowanko, może nawet jeszcze dzisiaj.)

Ostatnio na studiach robię storyboard z filmu - wybrałam sobie moją ulubioną Koralinę. Masa przy tym frajdy, a dodatkowo może nauczę się jakiegoś ciekawszego kadrowania. Najbardziej podoba mi się rysowanie tych wszystkich dziwacznych lokacji (mój ulubiony kadr to ten z mostem). Wrzucam parę fragmentów, ale przede mną jeszcze masa pracy (chociaż to niby tylko dwie minuty filmu).


*

W chaosie moich plików znalazłam projekt książki, który robiłam w zeszłym semestrze (chyba jakoś w maju?). Nie miałam wtedy czasu robić specjalnie nowych ilustracji, więc wykorzystałam te, które już miałam. Ogólnie jednak super było jako-tako zaprojektować własną książkę (i mam nadzieję w niedalekiej przyszłości zrobić coś w podobnych klimatach, tylko porządniej XD).


Wrzucam jeszcze jakieś przypadkowe sześć stron (nie w kolejności).

wtorek, 13 października 2015

24 godziny rysowania :D

Już po 24 Hour Comics Day. W skrócie przybliżę, jak taka impreza wygląda: w sobotę rano przenoszę się do innej czasoprzestrzeni, potem dzieją się różne dziwne rzeczy i po 24 godzinach znajduję się w skm-ce w drodze do domu, i wtedy nagle odkrywam u siebie w plecaku 24-stronicowy komiks.

W tym roku tematem było "10" i od razu pomyślałam o akcji dziejącej się w dniu dziesiątych urodzin głównego bohatera. Dziesiąte urodziny to czas, kiedy czeka się na list z Hogwartu (ja czekałam na Piotrusia Pana), którego ostatecznie nikt nigdy się nie doczeka. Prędzej czy później przychodzi prawdziwe życie, z którym trzeba się zmierzyć.

W tym roku wymagałam od siebie dwóch rzeczy: po pierwsze fabuły. Zeszłoroczny komiks opierał się na dość przypadkowych i luźno powiązanych ze sobą scenkach, dzięki czemu robiło się go bardzo łatwo i przyjemnie, ale efekt wcale mnie nie zadowolił. Postacie były papierowe i wszystko razem tworzyło po prostu abstrakcyjny żart. W tym roku olałam stronę wizualną i skupiłam się na treści. (Nie wiem, czy mi wyszło. Ciężko zrobić cokolwiek ambitnego, gdy ma się tak ograniczony czas, plus jest się przeziębionym i smarkającym człowiekiem.) Po drugie obiecałam sobie zamieścić w komiksie Cukier, moją postać dziewczynki polującej na potwory. Już dawno chciałam jej poświęcić jakiś dłuższy komiks lub całą serię (choć wiedziałam, że nadaje się raczej na drugoplanową postać i tak też tu zrobiłam).

1

2

3

4

5

6

7-8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21-22

23

24