piątek, 19 czerwca 2015

Koty głupoty

Niedawno ktoś mi powiedział, że rysowanie doprowadza go do stanów depresyjnych, bo przecież jest tylu lepszych twórców wokoło, a dodatkowo tyle ciężkiej pracy, by doszlifować anatomię, proporcje itp. Doradziłam mu, żeby na czas rysowania wyłączył myślenie i maział na kartce cokolwiek, na co tylko ma ochotę. Ja tak robię, szczególnie teraz, kiedy mam zaliczenie semestru i potrafię być naprawdę zestresowana, i potrzebuję po prostu odpoczynku. Czy doradziłam słusznie? W "dzisiejszych czasach" można sobie pozwolić na niemyślenie?






Swoją drogą. Będę na Bałtyckiem Festiwalu Komiksu! Głównie zamierzam się włóczyć tu i tam, ponieważ nie umiem siedzieć w miejscu. Na pewno będę na after party i będzie można się ze mną zmierzyć na bitwach komiksowych! Do zo.

niedziela, 14 czerwca 2015

We are all made of stars

Na razie mam tylko żółty koralinowy płaszcz (i przydużą spinkę-ważkę), ale marzy mi się zrobienie kiedyś profesjonalnego cosplayu Koraliny. :P Póki co muszę się zadowolić niebieską farbą do włosów firmy Photoshop.


*

Garść gryzmołów znalezionych wśród notatek z zajęć:




*

Jakieś moje randomowe malarstwo. Uwielbiam malować w plenerze (nawet, jak mam stopy zanurzone w pokrzywach, a słońce bezpośrednio pali mi mózg, bo właśnie w takich warunkach to powstawało :P). Ale jeszcze totalnie nie umiem... Nie dość, że takie to mało zróżnicowane, to jeszcze boli mnie brak perspektywy. Nie umiem myśleć całościowo o malunku, kiedy używam akwareli, bo nie da się od razu machnąć całej przestrzeni kilkoma kolorami i wtedy dopiero wchodzić w detale jak przy akrylach, tylko szybciej się w detale wchodzi. Muszę się nauczyć robić plany, perspektywę i w ogóle. :C


*

Czytam chyba całkiem sporo, choć książkowych recenzji nie piszę prawie w ogóle... Jednak właśnie natknęłam się na ciekawy cykl książek i wypadałoby tu o tym wspomnieć i oczywiście polecić to, co dobre. Jeśli ktoś zna mnie trochę bliżej, to wie, jakiego fioła od lat mam na punkcie cyklu Ziemiomorze. Jednak jakoś nigdy nie mogłam się zabrać za inne książki tej samej autorki, Ursuli le Guin, po prostu nie mogłam się przełamać i przejść z czytania fantasy do science fiction. Okej, dawno temu przeczytałam tylko Miasto złudzeń, ale na tym stanęło. Teraz jednak, po paru latach, sięgnęłam po Lewą rękę ciemności i jestem zachwycona. (Mam nadzieję, że cały cykl Ekumeny okaże się równie dobry, ale na razie się nie wypowiadam, bo dopiero zaczynam kolejną część.) Zawsze fascynował mnie kosmos, szczególnie teoria, według której życie powstało najpierw na jednej planecie, a potem rozprzestrzeniło się na kolejne i kolejne, w wyniku czego tak naprawdę wszyscy mamy wspólnych przodków i wszyscy jesteśmy podobni. Ursula le Guin potrafi przedstawić różnice i podobieństwa między gatunkami w sposób niesamowicie ludzki, bliski i naturalny czytelnikom. Żadnych tam niezwykłych maszyn czy stworzeń, a jedynie coś bardzo zwykłego, codziennego, skupiającego się po prostu na przyjaźni dwójki głównych bohaterów. Właściwie to miałam wrażenie, jakbym dalej czytała Ziemiomorze, tyle że akcja dzieje się na innej planecie - ale nadal jest to równie ciepła historia (i oczywiście smutna, co u le Guin jest niestety częste). Jeśli tak jak ja kochacie patrzeć w gwiazdy - polecam właśnie Lewą rękę ciemności.


*

EDIT. Argh zapomniałam o jednym. Będę miała wystawę ilustracji w grudniu :') ale na razie ciii.

środa, 3 czerwca 2015

Ja razy siedem

Próba zilustrowania prozopagnozji. Namalowałam moją własną twarz siedem razy. Zabawne, że nie wiem, jak sama wyglądam.


Kiedyś wspomniałam komuś, że nie umiem rysować portretów - w odpowiedzi usłyszałam, że zdecydowanie za mało ćwiczę. Coś w tym jest - można nauczyć się odmierzać wszystkie odległości i w ten sposób spróbować wyliczyć, gdzie leży nos, gdzie oczy itp. (akurat na wyliczanie proporcji kładą nacisk na zajęciach z rysunku u mnie na uczelni, więc trochę już wiem, jak to się robi). Można też rysować ze zdjęcia, co już kiedyś zrobiłam (to akurat pójście na łatwiznę :P). Ale nigdy nie będę mieć pewności, czy narysowałam daną twarz dobrze, czy nie. Dla mnie wszystkie twarze są prawie takie same. Tak samo młode, tak samo stare, tak samo piękne, tak samo brzydkie, tak samo znajome, tak samo obce.

Bardzo nie lubię pisania/mówienia o sobie samej, ale może kogoś to zainteresuje. A może nie. Idę się zająć nicnierobieniem, mam długi weekend! :')