niedziela, 14 czerwca 2015

We are all made of stars

Na razie mam tylko żółty koralinowy płaszcz (i przydużą spinkę-ważkę), ale marzy mi się zrobienie kiedyś profesjonalnego cosplayu Koraliny. :P Póki co muszę się zadowolić niebieską farbą do włosów firmy Photoshop.


*

Garść gryzmołów znalezionych wśród notatek z zajęć:




*

Jakieś moje randomowe malarstwo. Uwielbiam malować w plenerze (nawet, jak mam stopy zanurzone w pokrzywach, a słońce bezpośrednio pali mi mózg, bo właśnie w takich warunkach to powstawało :P). Ale jeszcze totalnie nie umiem... Nie dość, że takie to mało zróżnicowane, to jeszcze boli mnie brak perspektywy. Nie umiem myśleć całościowo o malunku, kiedy używam akwareli, bo nie da się od razu machnąć całej przestrzeni kilkoma kolorami i wtedy dopiero wchodzić w detale jak przy akrylach, tylko szybciej się w detale wchodzi. Muszę się nauczyć robić plany, perspektywę i w ogóle. :C


*

Czytam chyba całkiem sporo, choć książkowych recenzji nie piszę prawie w ogóle... Jednak właśnie natknęłam się na ciekawy cykl książek i wypadałoby tu o tym wspomnieć i oczywiście polecić to, co dobre. Jeśli ktoś zna mnie trochę bliżej, to wie, jakiego fioła od lat mam na punkcie cyklu Ziemiomorze. Jednak jakoś nigdy nie mogłam się zabrać za inne książki tej samej autorki, Ursuli le Guin, po prostu nie mogłam się przełamać i przejść z czytania fantasy do science fiction. Okej, dawno temu przeczytałam tylko Miasto złudzeń, ale na tym stanęło. Teraz jednak, po paru latach, sięgnęłam po Lewą rękę ciemności i jestem zachwycona. (Mam nadzieję, że cały cykl Ekumeny okaże się równie dobry, ale na razie się nie wypowiadam, bo dopiero zaczynam kolejną część.) Zawsze fascynował mnie kosmos, szczególnie teoria, według której życie powstało najpierw na jednej planecie, a potem rozprzestrzeniło się na kolejne i kolejne, w wyniku czego tak naprawdę wszyscy mamy wspólnych przodków i wszyscy jesteśmy podobni. Ursula le Guin potrafi przedstawić różnice i podobieństwa między gatunkami w sposób niesamowicie ludzki, bliski i naturalny czytelnikom. Żadnych tam niezwykłych maszyn czy stworzeń, a jedynie coś bardzo zwykłego, codziennego, skupiającego się po prostu na przyjaźni dwójki głównych bohaterów. Właściwie to miałam wrażenie, jakbym dalej czytała Ziemiomorze, tyle że akcja dzieje się na innej planecie - ale nadal jest to równie ciepła historia (i oczywiście smutna, co u le Guin jest niestety częste). Jeśli tak jak ja kochacie patrzeć w gwiazdy - polecam właśnie Lewą rękę ciemności.


*

EDIT. Argh zapomniałam o jednym. Będę miała wystawę ilustracji w grudniu :') ale na razie ciii.

2 komentarze:

  1. Koralina to ulubiona książka mojego dzieciństwa, mojego ulubionego pisarza. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam Gaimana, szczególnie Nigdziebądź. :D Facet naprawdę genialnie pisze!

      Usuń