wtorek, 28 lipca 2015

Baltikon :d

W sobotę i niedzielę nieznane magiczne siły przeniosły mnie do innego wymiaru na Baltikon. Konwent nie tylko dla fanów m&a (ja akurat w tych klimatach nie przesiaduję) - również rysownicy czy blogerzy znajdą tam coś dla siebie. Dodatkowo ciągnie mnie tam ten kameralny klimat, dzięki któremu naprawdę łatwo można zagadać do innych i nawiązać całkiem nowe kontakty. Atmosfera naprawdę przyjemna.



A powyżej mój pierwszy w życiu rysunek promarkerami. Podwędzonymi od koleżanki xd. Ale serio będę sobie musiała kupić własne. Lubię wszystko, co pozwala mi na uzyskanie takich żywych kolorów.



Jeden z rysunków powstałych w czasie wymiany artów. Tu akurat rys dla Akiry. Nasze postacie w obowiązkowym baltikonowym umundurowaniu (steampunkowe gogle, kocie uszka i przypinki xd). (Aww w ogóle Akira kupiła moją torbę ze sklepu internetowego. Już nawet zapomniałam, że mam jakiś sklep. XD Może powinnam go rozkręcić jednak? Kupiłby ktoś coś jeszcze? XD)



W międzyczasie rozmyślałam trochę nad ruszeniem z jakimś projektem, być może z własnym komiksem internetowym. Little-Lady-Punk miała akurat świetny wykład o produkowaniu własnych komiksów (a ona ma sporo doświadczenia i dawała praktyczne rady). Dodatkowo usłyszałam od Kobiety Ślimak "o, kojarzę twoją kreskę, choć nie bardzo pamiętam, skąd". A ja w takich momentach nie jestem w stanie wymienić żadnego konkretnego projektu, z którym można by mnie kojarzyć. Coraz częściej spotykam się z takim "o, znam cię / czytam twojego bloga", co jest bardzo miłe, ale już właśnie parę razy usłyszałam też "ale co takiego właściwie zrobiłaś?". No właśnie o to chodzi, że nic. XD I dlatego zaczęłam zbierać luźne pomysły na komiks o Bestianie i Cukrze, bo są moimi najbardziej rozpoznawalnymi postaciami i historie z nimi tworzą się same.



Po konwencie Alis wyciągnęła mi z włosów różowe piórko. Nie wiem, skąd tam się wzięło. Może moje włosy zaczynają robić się różowe, powiększają mi się oczy i jeszcze jeden taki konwent, a zamienię się w mangę? BOJĘ SIĘ ;_;

Mimo wszystko warto było przyjść. Zawsze jakieś niecodzienne urozmaicenie życia. Nidy nie zapomnę, jak na jednym ze stoisk dopadł mnie autor Kryształów czasu i przez pół godziny zachwalał swoją książkę ("rozbudowany świat jak u Tolkiena, poczucie humoru jak u Pratchetta! Niepowtarzalna okazja, by kupić moją książkę z autografem, NIEPOWTARZALNA!!!" XD). Był też świetny konkurs cosplay (dla mnie tworzenie strojów to czarna magia, ale tak bardzo podziwiam) oraz przesiadywanie w "sali artystycznej" i rysowanie randomowych rzeczy z randomowymi ludźmi. Już czekam na następny Balti. :D

piątek, 24 lipca 2015

Złoty kompas + recenzja FETY

Niedawno dorwałam drugi tom Mrocznych materii, ale jako że pierwszy czytałam wieki temu, musiałam przeczytać raz jeszcze, żeby sobie odświeżyć to i owo.



Złoty kompas nie jest jedną z moich ulubionych książek, ale przyznaję, że niesamowicie działa na wyobraźnię. Świat na pozór nieróżniący się od naszego, a jednak znacznie bardziej magiczny, dziki i niezwykły. Czarownice, cyganie, niedźwiedzie, wszystko niby nam znane, a jednocześnie zupełnie inne. No i ten inspirujący wątek dajmonów i ich związku z ludźmi. Po prostu świetna i całkowicie baśniowa historia. I - co ją wyróżnia spośród tego typu opowieści - potrafi być brutalna i dosłowna. Nie uważam, że ta książka jest jakaś szczególnie dobra - ale na pewno jest inna i dlatego warto o nią zahaczyć.





*

Dawno już nic tu nie publikowałam, bo siedziałam na wsi z dala od wszechświata i całymi dniami grałam na gitarze. Tak to już jest, że cały rok nie mam czasu i siły na tę przyjemność, więc w wakacje po prostu muszę nadrobić zaległości za te wszystkie miesiące i grać, grać, grać. Włóczyłam się też po polach i lasach, zew natury, ach.

Wcześniej byłam na Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Plenerowych i Ulicznych FETA. Totalnie kocham. Zawsze mówiłam, że najważniejsze dwa święta w roku to Kolosy i FETA. :P Naprawdę, najbardziej inspirujące kilka dni w roku. Na Festiwalu Teatrów zawsze czuję się jak małe dziecko. Mogę wszystko zobaczyć z bliska, dotknąć, być częścią spektaklu. Mogę się oczarować, zachwycić, poczuć prawdziwą magię. W tym roku najbardziej pokochałam spektakl "The incredible box", zresztą skojarzył mi się z oglądanym parę lat wcześniej przedstawieniem "Komiedianci". Oglądając takie rzeczy czuję się jak przeniesiona do przeszłości, gdzie szarą codzienność raz na jakiś czas przerywało pojawienie się wędrownej grupy artystów, którzy zaraz zostawali otoczeni przez tłumy zaciekawionych dzieci. Wystarczała odrobina gry świateł, muzyki, parę prostych eksponatów, by dzieci już zaczynały wierzyć w magię. Na te parę dni FETY lubię stawać się z powrotem dzieckiem i dawać się tak oszukać. Tego właśnie szukam na tym festiwalu - prostego oczarowania. OK, zdaję sobie sprawę, że były znacznie lepsze spektakle od tego, ale to właśnie ten trafił w moje serducho. Co do lepszych spektakli - na pewno bezsprzecznie wygrał polski spektakl "Cykl", który łączył w sobie prezentacje multimedialne z grą aktorską. Akcja rozgrywała się jednocześnie na kilku scenach. Było to coś zupełnie nowego i zaskakującego. Warto byłoby wyróżnić jeszcze parę tytułów: "Sómente" było naprawdę przepiękne i wzruszające, a "Droogland" należy się szacunek za poruszenie trudnego tematu. "Fintikluszki" mimo, że skierowane do dziecięcej widowni, mają u mnie plus za klimat. (A Teatr Pian mnie nie zawiódł i jak zwykle trzymał najniższy poziom XD. Za rok sobie daruję.) Miałam też możliwość porozmawiać na osobności z samym Jezusem a także strzelić sobie fotkę z klaunem Pinezką. :) Zawsze uważałam, że FETA powinna trwać cały rok, jest naprawdę świetna i inspirująca. Tak powinna wyglądać nasza codzienna rzeczywistość. Powinna być barwna, baśniowa i magiczna! Byłam już siódmy raz i co roku jestem coraz bardziej zachwycona. :)

wtorek, 7 lipca 2015

Pack up and go



Szkic rysowany o drugiej w nocy przy dźwiękach ambientu, a pomalowany za dnia w pełnym słońcu.



Okazało się też, że mam kredki, całe pudło kredek, niestety zapomniałam, co się nimi robi.



Muszę wymyślić jakiś nowy plan na wakacje, bo umrę od siedzenia w domu. Nie ma to jak koleżanka rezygnująca na dzień przed (!) z autostopowego wyjazdu planowanego przez ostatnie parę miesięcy. Nie ma to jak obowiązkowe plenery, które uczelnia na ostatnią chwilę wciska w środek września, jak akurat we wrześniu miałam być w jeszcze innej podróży. Na sierpień też miałam zaplanowany wyjazd i z dnia na dzień dowiedziałam się, że jednak brakuje miejsc. I tak zamiast zwiedzać świat, kolejny dzień leżę bezczynnie plackiem na słońcu. :d

poniedziałek, 6 lipca 2015

Wakacjeee je je



Niczego mi nie brakuje. Mogę tak leżeć martwa na trawie i czerpać energię ze słońca. Moje szalone plany wakacyjne w ostatniej chwili (!) trafił szlag (niech żyje mój pech), ale wiecie co? Mam totalnie na wszystko wylane. Niech będzie, jak jest.

Za dnia siedzę w pełnym słońcu (uwielbiam słońce!), nie mam kogo rysować (bo nikt nie usiedzi w miejscu dłużej niż parę minut), więc rysuję siebie. Jak mi się zechce przemierzyć ten cały kilometr, który dzieli mój dom od morza, to może porysuję turystów na plaży. Oni zawsze robią za darmowych modeli, leżąc godzinami w tej samej pozycji.


*

W międzyczasie wstępnie gryzmolę sobie projekt książki, za którą może kiedyś na poważnie się zabiorę, a na razie zbieram luźne pomysły (zaczęłam już w tej notce).


I jeszcze takie tam inne luźne książkowe pomysły. Ogólnie w tym semestrze zrobiłam całą książkę z własnymi ilustracjami (tekstem była Alicja w Krainie Czarów), chciałam na bloga wrzucić jakieś mockupy czy cokolwiek, ale ostatniego dnia zajęć zgubiłam pendrive'a ze wszystkimi projektami. XDD Ekhm, w każdym razie, robienie książek jest bardzo wciągające. Na pewno prędzej czy później chcę tworzyć coś w tym kierunku.


*

Pendrive zgubiony, ale trochę projektów mam na dysku, więc pochwalę się takimi dwoma, o. Z grafiki narracyjnej. Pierwsze to przysłowie, drugie to wylosowane hasło encyklopedyczne, w moim przypadku to były echolalia. Chciałam nauczyć się łączyć technikę komputerową (a konkretniej Illustratora, którego zdążyłam polubić przez ten rok) z moim tradycyjnym sposobem rysowania, nie wyszło tak fajnie, ale próbowałam. :P



*

Muszę kończyć, jest druga w nocy, ćmy wlatują mi przez okno i mnie atakują, jeszcze w dodatku jakieś inne żyjątka, naprawdę nie wiem, czemu w takiej dziczy żyję.

PS. NA BAŁTYCKIM FESTIWALU KOMIKSU BYŁO SUPER. W ogóle śmieszna rzecz, same komiksy jakoś nigdy mnie nie ciekawiły, ale uwielbiam tych wszystkich rysujących ludzi, artystów, pasjonatów. Zawsze mega klimat na takich festiwalach, bitwy komiksowe najlepsze, wiadomo. Czekam na Łódzki Festiwal! (Tak nawiasem mówiąc - na bitwach zgarnęłam jako nagrodę jakieś komiksiki, nie znam się na tym, ale między innymi łapczywie sięgnęłam po "Ród M", bo miał X-menów na okładce. A ja przecież nałogowo oglądałam ich na Fox Kids w dzieciństwie i w tamtym okresie moimi idolami byli Rogue i Gambit. Ale komiksu z nimi nie czytałam nigdy, takim jestem komiksowym ignorantem. I... "Ród M" okazał się GE-NIAL-NY! Ta kreska, te kadry, ta fabuła, ta przygoda, oderwać się nie mogłam! No okej, malutko komiksów w życiu przeczytałam, ale założę się, że lepiej nie mogłam trafić.)