piątek, 24 lipca 2015

Złoty kompas + recenzja FETY

Niedawno dorwałam drugi tom Mrocznych materii, ale jako że pierwszy czytałam wieki temu, musiałam przeczytać raz jeszcze, żeby sobie odświeżyć to i owo.



Złoty kompas nie jest jedną z moich ulubionych książek, ale przyznaję, że niesamowicie działa na wyobraźnię. Świat na pozór nieróżniący się od naszego, a jednak znacznie bardziej magiczny, dziki i niezwykły. Czarownice, cyganie, niedźwiedzie, wszystko niby nam znane, a jednocześnie zupełnie inne. No i ten inspirujący wątek dajmonów i ich związku z ludźmi. Po prostu świetna i całkowicie baśniowa historia. I - co ją wyróżnia spośród tego typu opowieści - potrafi być brutalna i dosłowna. Nie uważam, że ta książka jest jakaś szczególnie dobra - ale na pewno jest inna i dlatego warto o nią zahaczyć.





*

Dawno już nic tu nie publikowałam, bo siedziałam na wsi z dala od wszechświata i całymi dniami grałam na gitarze. Tak to już jest, że cały rok nie mam czasu i siły na tę przyjemność, więc w wakacje po prostu muszę nadrobić zaległości za te wszystkie miesiące i grać, grać, grać. Włóczyłam się też po polach i lasach, zew natury, ach.

Wcześniej byłam na Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Plenerowych i Ulicznych FETA. Totalnie kocham. Zawsze mówiłam, że najważniejsze dwa święta w roku to Kolosy i FETA. :P Naprawdę, najbardziej inspirujące kilka dni w roku. Na Festiwalu Teatrów zawsze czuję się jak małe dziecko. Mogę wszystko zobaczyć z bliska, dotknąć, być częścią spektaklu. Mogę się oczarować, zachwycić, poczuć prawdziwą magię. W tym roku najbardziej pokochałam spektakl "The incredible box", zresztą skojarzył mi się z oglądanym parę lat wcześniej przedstawieniem "Komiedianci". Oglądając takie rzeczy czuję się jak przeniesiona do przeszłości, gdzie szarą codzienność raz na jakiś czas przerywało pojawienie się wędrownej grupy artystów, którzy zaraz zostawali otoczeni przez tłumy zaciekawionych dzieci. Wystarczała odrobina gry świateł, muzyki, parę prostych eksponatów, by dzieci już zaczynały wierzyć w magię. Na te parę dni FETY lubię stawać się z powrotem dzieckiem i dawać się tak oszukać. Tego właśnie szukam na tym festiwalu - prostego oczarowania. OK, zdaję sobie sprawę, że były znacznie lepsze spektakle od tego, ale to właśnie ten trafił w moje serducho. Co do lepszych spektakli - na pewno bezsprzecznie wygrał polski spektakl "Cykl", który łączył w sobie prezentacje multimedialne z grą aktorską. Akcja rozgrywała się jednocześnie na kilku scenach. Było to coś zupełnie nowego i zaskakującego. Warto byłoby wyróżnić jeszcze parę tytułów: "Sómente" było naprawdę przepiękne i wzruszające, a "Droogland" należy się szacunek za poruszenie trudnego tematu. "Fintikluszki" mimo, że skierowane do dziecięcej widowni, mają u mnie plus za klimat. (A Teatr Pian mnie nie zawiódł i jak zwykle trzymał najniższy poziom XD. Za rok sobie daruję.) Miałam też możliwość porozmawiać na osobności z samym Jezusem a także strzelić sobie fotkę z klaunem Pinezką. :) Zawsze uważałam, że FETA powinna trwać cały rok, jest naprawdę świetna i inspirująca. Tak powinna wyglądać nasza codzienna rzeczywistość. Powinna być barwna, baśniowa i magiczna! Byłam już siódmy raz i co roku jestem coraz bardziej zachwycona. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz