sobota, 31 października 2015

Przerwa na reklamę xd

Tak jak zapowiadałam, rozkręciłam mój sklep z koszulkami, kubkami, przypinkami i innymi takimi. Zapraszam do kupowania, wybór jest naprawdę spory. :)
----- [ L I N K ] -----


Z taką torbą jesień już nigdy nie będzie szara i smutna. :P


*

Na zakończenie wrzucam jeszcze mały halloweenowy bazgroł (moja postać z grupy RPG w stroju Wednesday Addams i jej szczurek w stroju Pugsleya).


Zabarykadowałam się w domu, udaję, że mnie nie ma, moje cukierki są tylko moje. Spędzę wieczór oglądając Over the Garden Wall, bo podobno ma dobry klimat.

czwartek, 29 października 2015

Adrenalina






Taki sobie komiks robię na rozrysowanie. Może dokończę (chociaż fabuła zapowiada się na jakieś 30-40 stron, a to mnie przerasta i przeraża XD). To miała być kolejna historia, w której Cukier pojawia się jako postać drugoplanowa. Jeżeli tego projektu nie udźwignę, to może zrobię chociaż parę mniejszych, ale na pewno chcę więcej komiksów z Cukrem. ;_;

- Skakanie po dachach jest takie ekscytujące! Te emocje, ta adrenalina...!!!
- Ćwiczysz parkour???
- Nie, rysuję parkour!


Przerysowywanie ze zdjęć skaczących czy biegających ludzi w ramach ćwiczeń do komiksu. Jak same szkice idą mi bardzo szybko (i rzeczywiście jest adrenalina :P), tak rozrysowanie scen akcji w komiksie jest trudne. Eh, po co biorę się za coś, czego totalnie nie umiem? :P


I jeszcze wrzucam garść gryzmołów. W tym wstępne szkice głównego bohatera. A może ktoś ma pomysł na imię dla niego? Musi być polskie (lub w miarę normalne, jak "Max" w poprzednim komiksie).

środa, 28 października 2015

Takie tam ze studiów

(Dawno nic nie wrzucałam na bloga i trochę mi się tego nazbierało, więc opublikuję całość w dwóch postach - drugi wrzucę, jak znajdę czas na skanowanko, może nawet jeszcze dzisiaj.)

Ostatnio na studiach robię storyboard z filmu - wybrałam sobie moją ulubioną Koralinę. Masa przy tym frajdy, a dodatkowo może nauczę się jakiegoś ciekawszego kadrowania. Najbardziej podoba mi się rysowanie tych wszystkich dziwacznych lokacji (mój ulubiony kadr to ten z mostem). Wrzucam parę fragmentów, ale przede mną jeszcze masa pracy (chociaż to niby tylko dwie minuty filmu).


*

W chaosie moich plików znalazłam projekt książki, który robiłam w zeszłym semestrze (chyba jakoś w maju?). Nie miałam wtedy czasu robić specjalnie nowych ilustracji, więc wykorzystałam te, które już miałam. Ogólnie jednak super było jako-tako zaprojektować własną książkę (i mam nadzieję w niedalekiej przyszłości zrobić coś w podobnych klimatach, tylko porządniej XD).


Wrzucam jeszcze jakieś przypadkowe sześć stron (nie w kolejności).

wtorek, 13 października 2015

24 godziny rysowania :D

Już po 24 Hour Comics Day. W skrócie przybliżę, jak taka impreza wygląda: w sobotę rano przenoszę się do innej czasoprzestrzeni, potem dzieją się różne dziwne rzeczy i po 24 godzinach znajduję się w skm-ce w drodze do domu, i wtedy nagle odkrywam u siebie w plecaku 24-stronicowy komiks.

W tym roku tematem było "10" i od razu pomyślałam o akcji dziejącej się w dniu dziesiątych urodzin głównego bohatera. Dziesiąte urodziny to czas, kiedy czeka się na list z Hogwartu (ja czekałam na Piotrusia Pana), którego ostatecznie nikt nigdy się nie doczeka. Prędzej czy później przychodzi prawdziwe życie, z którym trzeba się zmierzyć.

W tym roku wymagałam od siebie dwóch rzeczy: po pierwsze fabuły. Zeszłoroczny komiks opierał się na dość przypadkowych i luźno powiązanych ze sobą scenkach, dzięki czemu robiło się go bardzo łatwo i przyjemnie, ale efekt wcale mnie nie zadowolił. Postacie były papierowe i wszystko razem tworzyło po prostu abstrakcyjny żart. W tym roku olałam stronę wizualną i skupiłam się na treści. (Nie wiem, czy mi wyszło. Ciężko zrobić cokolwiek ambitnego, gdy ma się tak ograniczony czas, plus jest się przeziębionym i smarkającym człowiekiem.) Po drugie obiecałam sobie zamieścić w komiksie Cukier, moją postać dziewczynki polującej na potwory. Już dawno chciałam jej poświęcić jakiś dłuższy komiks lub całą serię (choć wiedziałam, że nadaje się raczej na drugoplanową postać i tak też tu zrobiłam).

1

2

3

4

5

6

7-8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21-22

23

24

piątek, 9 października 2015

Blebleble

Ciągle siedzę w domu chora, staram się cokolwiek robić, np. obejrzałam parę filmów, które miałam obejrzeć już wieki temu (omg Fight Club taki dobry!). Muszę wyzdrowieć i iść na Projekt 24, bo to jedyne takie miejsce i czas w ciągu roku, gdzie udaje mi się narysować coś konkretnego. Więc najprawdopodobniej do zobaczenia w sobotę w Gdańsku.


Studia grafiki są ok, np. w tym semestrze mam zajęcia z komiksu (tak!!!). Chciałabym na zaliczenie zrobić krótki komiks z Cukrem w roli głównej, także maluję ją sobie w ramach rozgrzewki. Teraz tylko obmyślę jakiś niecny potworniasty scenariusz.


A poniżej znowu fanart do filmowej wersji Małego Księcia. Chyba jednak lepiej mi idzie malowanie akwarelami niż photoshopowy digital. Znacznie szybciej mi to idzie, nie mam wielkiego problemu z doborem kolorów, efekt też chyba ciekawszy wychodzi. A jednak brakuje mi możliwości wchodzenia w detale, precyzyjnej kreski - takie rzeczy zapewnia mi tylko Photoshop...


A tutaj randomowy akwarelowy gryzmoł:


I jeszcze pseudoautoportret. Literki mi się poprzestawiały (a to znak, że powinnam już iść spać).


wtorek, 6 października 2015

Le Petit Prince

Obejrzałam sobie Małego Księcia (film z tego roku). Gdy parę miesięcy temu pierwszy raz natknęłam się na plakaty, odrzucała mnie ta straszna współczesna animacja. Poza tym przerażał mnie fakt, że ktoś w ogóle zabiera się za ekranizację takiej książki. Bałam się kolejnej filmowej papki dla dzieci, gdzie dzieje się dużo, szybko i śmiesznie, a tak naprawdę nie dzieje się nic. Po ostatniej Alicji w Krainie Czarów Burtona bałam się, że dostaniemy Małego Księcia, który jest wybrańcem z przepowiedni, musi ocalić świat czy coś tam. Okazało się jednak, że moje obawy się nie sprawdziły.

(Poniżej mój photoshopowy fanart z bezimienną dziewczynką - główną bohaterką.)


(SPOKOJNIE, NIE PISZĘ SPOILERÓW.) Mały Książę całkowicie mnie zachwycił. Zresztą, mogłam się tego wcześniej spodziewać, przecież jest produkcji francuskiej. Kocham filmy produkcji francuskiej, jak Dziewczyna z lilią, Jak we śnie, Le Tableau. Zawsze można liczyć na filmy będące nie tylko filmami, ale i sztuką. W Małym Księciu są dwa rodzaje animacji (gdyż równolegle są opowiadane dwie historie) - jedna niestety typowo współczesna, ale druga to przepiękna animacja poklatkowa bazująca na rysunkach Antoine'a de Saint-Exupéry'ego (i te fragmenty za kolorystykę, grę światłem i wszystko inne dostają ode mnie milion punktów). Opowiedziana w filmie historia to przeplatanie rzeczywistości z fikcją - na początku są to dwa osobne światy, aż nagle nie można już mieć pewności, które elementy są prawdziwe, a które zmyślone. Baśń może być zarówno tylko baśnią, a zarówno może być zupełną prawdą i nie wiadomo, która z tych dwóch interpretacji byłaby tą lepszą (tu skojarzenie z Życiem Pi Yanna Martela, gdzie panowała podobna atmosfera niewiadomej). Kocham ten film w stu procentach, łącznie z końcową, odważną decyzją twórców, którzy nagle stwierdzili, że zaszaleją i pójdą na całość (w pierwszej chwili sama nie wiedziałam, dokąd to nagle zaczęło zmierzać... ale teraz czuję, że to było genialne dopełnienie całości). Nawiązanie do Małego Księcia Antoine'a de Saint-Exupéry'ego (nawiązanie, bo nie była to typowa ekranizacja, a raczej interpretacja), było bardzo ryzykownym przedsięwzięciem i jestem w pozytywnym szoku, że można było tego nie zepsuć, a wręcz więcej, zrobić naprawdę genialny film i utrzymać go całkowicie w książkowych klimatach. Nie ma tu sypania przypadkowymi cytatami jak w Alicji Burtona; zamiast tego dostajemy film, dzięki któremu książka naprawdę ożywa. Tak więc mogę śmiało polecić go wszystkim dorosłym (nie wiem, czy dzieciom. Tak, jak w książkowym pierwowzorze, tak i tutaj pod pozorem historyjki dla dzieci dostajemy coś więcej. Bo w końcu książka Mały Książę była dedykowana osobie dorosłej, prawda?).

Poniżej martwa natura akwarelami. Byłam tego dnia wściekła. W pewnym momencie żmudnego wyliczania proporcji zaczęłam po prostu wszystko specjalnie wykrzywiać, tak więc mamy falującą gitarę, łyżkę i szczotkę wśród bardzo krzywych wazonów i sitka w spirale. Bo tak. Bo mogę.


Swoją drogą, co tak zachwyca ludzi w W głowie się nie mieści? Też to niedawno oglądałam, ale... zawiodłam się. Zacznijmy od tego, że kiedy w gimnazjum chciałam zostać pisarką (hehehe XD) i czytałam poradniki, jak zacząć tworzyć własne historie, dowiedziałam się, że najłatwiejszym sposobem jest wpakowanie bohatera w taką sytuację, by musiał z niej wyjść, by musiał coś osiągnąć, przejść przez coś itp. To taki najprostszy schemat, gdy Mario musi przejść kolejne poziomy, by odnaleźć księżniczkę, a Ash musi przejść ileś tam miast, żeby złapać wszystkie Pokemony. Zabieg twórców W głowie się nie mieści to już brak szacunku do widzów. Wrzucanie bohaterów w jakąś sytuację, by musieli z niej wyjść, przejść kolejne etapy, to pójście na totalną łatwiznę. Już dawno nie widziałam czegoś tak schematycznego i przewidywalnego. Od pierwszych minut filmu wiadomo, że na końcu ta okropnie brzydka (kto odpowiadał za grafikę? nie mogę na to patrzeć) główna bohaterka, Radość, zaprzyjaźni się ze Smutkiem, bo dowie się, że Smutek jest niezbędny człowiekowi tak samo, jak inne emocje. Potem, gdy obie zostały wrzucone w jakąś kryzysową sytuację, z której musiały wyjść, znudzona wyliczałam już tylko kolejne schematy (jak do bólu już miliard razy wałkowana filmowa scena poświęcenia - w tym przypadku w wykonaniu Zmyślonego Przyjaciela). Ciekawiła mnie tylko historia opowiadana w tle - tu już akurat przyjemna wizualnie historia dziewczynki, która po przeprowadzce zaczyna nowe życie i musi sobie radzić z nowymi problemami. Aż szkoda, że cały film nie był tylko o niej. Sam pomysł z emocjami był naprawdę dobry i nadawał się w sam raz na jakąś krótkometrażówkę lub nawet kilka - świetnie sprawdzały się poszczególne żarty (mój ulubiony to "jak działa kot", już w napisach końcowych). Jeżeli szukacie dobrego filmu o rodzinie, relacjach międzyludzkich, emocjach, to pokażcie dzieciom Song of the sea (strona wizualna milion punktów), sami obejrzyjcie sobie genialny musical Once (też obejrzałam niedawno i kocham całym sercem), a W głowie się nie mieści możecie sobie odpuścić.

PS. Jestem chora i jest mi z tym źle. Bowiem akurat teraz był Międzynarodowy Festiwal Komiksu, na który nie mogłam jechać, a w tę sobotę jest projekt Komiks 24 i boję się, że też mnie na nim nie będzie. Trzymajcie kciuki, żebym zdrowiała. :'(