środa, 25 listopada 2015

Wystawa niebawem

Wraz ze znajomymi organizujemy wystawę ilustracji. :) Tak więc zapraszam - 2. grudnia o godz. 18:00 Stacja Kultura Rumia. Nie Rumunia. Obowiązkowy link do wydarzenia na Fejsie: [link].

A tu mała zapowiedź tego, co pojawi się na wystawie. Jeszcze niepopakowane w antyramy. Przygotowania w toku. Pozdrawiam z mojego chaotycznego artystycznego pokoju.

niedziela, 22 listopada 2015

Koloro

Kocham robić akwarelami takie rzeczy. Malowanie, mieszanie kolorów, to wszystko jest bardzo odprężające, chociaż w moim przypadku również niezwykle chaotyczne (kiedy jako palety używam lewej dłoni, biurka albo ważnych kserówek ze studiów, popijam wodę z farbek, pędzel maczam w zielonej herbacie, kot leży na moim szkicowniku itp. XD).



A tutaj trzy hary-potery, ten trzeci trzyma różdżkę w nosie, ciekawe, czy tak też się da czarować? Fascynujące, prawda?


Narysował mi się człowiek i wilk, bo ostatnio w pociągu czytuję Jacka Londona. Niedawno skończyłam też czytać Lawinię le Guin, te wszystkie dzikie pogańskie rytuały, jedność z naturą, w takich klimatach ostatnio siedzę.


Próbowałam rysować martwą naturę promarkerami. Mam ich obecnie 14: żółcie, czerwienie, zielenie, niebieskie i brązy. A martwa była taka szarawo-biała czy coś, więc trzeba było użyć wyobraźni, dlatego poległam w połowie roboty. xd


Jeszcze garść bohomazów. Kredkami, promarkerami i akwarelami robione.


Jakaś randomowa dziewczyna. Uwielbiam postacie silnych i zaradnych dziewczyn. Ostatnio natknęłam się na Cesarzową Ki w TV i obejrzałam kilka odcinków. Główna bohaterka przebrana za faceta przewodzi grupie biednych chłopaków i ratuje ich siostry z niewoli. Walczy, strzela z łuku, jest super wytrzymała, totalnie mój idol. Niestety dalej fabuła zaczęła się robić wręcz śmieszna, postacie postępowały jak najmniej logicznie, żeby tylko nadać filmowi dramatyzmu, wpakować się w coraz większe tragedie i wycisnąć łzy z oczu widza, więc szybko sobie odpuściłam. Ale pierwsze odcinki (szczególnie pojedynek łuczniczy na pijaku) bardzo dobre.


Wrzucam dalsze fragmenty ze storyboardu (z zajęć z uczelni). Czas spędzony nad tym umilałam sobie słuchaniem audiobooka Notre Dame de Paris. (Do tej pory znałam to tylko z musicalu, który swoją drogą obejrzałam już chyba z dziesięć razy.) Gringoire najlepszy, umierałam ze śmiechu przy nim. Przy jakimś następnym projekcie na pewno dosłucham do końca. Właśnie za to lubię audiobooki, można jednocześnie zajmować się bezmyślnymi rzeczami, a jednocześnie wykorzystywać czas na coś bardziej ambitnego jednak.

środa, 11 listopada 2015

Kredki i atrament

Ostatnio odkryłam, że fajnie wyglądają zeskanowane prace lawowane atramentem (oraz połączenie atrament plus akwarele), tak więc trochę się tym bawiłam.


A tutaj atramentowo-akwarelowa dziewczynka - postać, którą wieki temu grałam w jakiegoś śmiechowego erpega. Nazywała się Mortimeryssa Mortia Mortuus, jeździła na białym kucyponku Pimpusiu i odbierała ludziom życie. (Przepraszam Pana Pratchetta, w czasach szkolnych był Pan moim idolem, naprawdę.)


Próbuję też sobie przypomnieć, co się robi kredkami. Samo kredkowanie to przyjemne zajęcie, jednak efekt jest jeszcze daleki od tego, co chciałabym uzyskać.




wtorek, 3 listopada 2015

Over the Garden Wall

...obejrzane! (Poniżej moja opinia - możecie czytać, nie ma spoilerów.)


Recenzji w internecie jest pełno (i mnóstwo interpretacji, porównań do Boskiej komedii itp.), dlatego ja skupię się tylko na subiektywnej i krótkiej ocenie. Co podobało mi się najbardziej? Chyba to, czego bardzo brakuje mi w obecnych filmach animowanych, takich jak Pora na przygodę, która owszem jest super, ale skupia się głównie na absurdzie i żartach. W Over the Garden Wall dostajemy klimat jak ze starych, dobrych powieści. Jest las pełen sekretów i legend, podróż, opowiada się historie i śpiewa piosenki. Czuć tu niemal tolkienowskiego ducha (tego książkowego Tolkiena, którego nigdy nie czułam u Petera Jacksona).


Drugim wielkim plusem filmu są główni bohaterowie - dwóch braci o charakterach żywcem wyjętych z realnego życia. Tak więc dostajemy postać typowego nastolatka, który mimo bycia głównym bohaterem wcale nie jest bohaterski, a raczej przejmuje się swoimi nastoletnimi sprawami. Dostajemy też postać kilkuletniego dziecka o całkowicie dziecięcym sposobie myślenia i równie dziecięcych (choć z jego punktu widzenia trudnych) problemach. Relacja starszego brata do młodszego jest świetnie zaobserwowana i pewnie każdy, kto ma młodsze rodzeństwo, zgodzi się ze mną. Nie są to płaskie i papierowe postacie - każdy z nich podejmuje własne decyzje i po swojemu zmienia się pod wpływem wydarzeń.


Czy polecam obejrzeć Over the Garden Wall? Hmm, czemu nie? Na pewno będzie to inspirująco spędzony czas.