środa, 24 lutego 2016

Autostop

Pamiętam swój pierwszy autostop. To było na Camino del Norte, gdy z poznanymi na trasie ludźmi mieliśmy wrócić z plaży do schroniska, już się ściemniało, a właściciel łódki, z którym się umówiliśmy, nie przypłynął po nas. Wtedy pierwszy raz wystawiłam kciuk i mimo, że było to zaledwie jakieś 10 kilometrów trasy, nie zapomnę tego uczucia nigdy.


Od tamtej pory parę razy zdarzyło mi się przebyć krótkie odcinki w taki właśnie magiczny sposób (np. na Kaszubach w zeszłe wakacje). I w końcu! W tym miesiącu razem z Michaliną vel Misią przejechałyśmy tak część Europy. Choć nie była to żadna wielka podróż, to jednak jest to dla mnie jakiś krok naprzód w spełnianiu marzeń.

W podróżowaniu najlepsza jest zaskakująca różnorodność. Mnóstwo przygód dziennie i mnóstwo historii do opowiedzenia. Nie na co dzień przecież ma się okazję porozmawiać o życiu z dwójką bezdomnych złodziei. Nie na co dzień łapiesz stopa po środku niczego i zatrzymuje się biała, ekskluzywna limuzyna. Nie na co dzień podwożą cię świadkowie Jehowy, modlą się nad tobą, stawiają ci obiad w McDonaldzie i śpiewają piosenki po szwedzku. Nie na co dzień słuchasz z Turkami tureckich przebojów. Nie na co dzień pijesz czaj z rosyjskimi żołnierzami. Nie na co dzień szukasz krasnali w holenderskiej wiosce.


Poniżej dwie pracki, które namalowałam dla wspaniałych ludzi z Couchsurfingu, u których nocowałyśmy. Pierwsze kilka dni spędziłyśmy w kawalerce w Paryżu, gdzie nocowała również para Turków-podróżników. Następnie kilka dni mieszkałyśmy w holenderskiej wiosce pod Amsterdamem, niezwykle urocze miejsce (codziennie stopowałyśmy stamtąd do Amsterdamu).


W Paryżu łatwo przetrwać. Bezdomni są wszędzie, wszędzie też walają się różne rzeczy, materace, nawet sedesy. Nie trzeba płacić za przejazdy ani za wejścia do muzeów, bo nikogo nic tam nie obchodzi, naprawdę wszystkim jest wszystko jedno. Paryżanie są cudownie leniwi, w lutym wszędzie wiszą ozdoby bożonarodzeniowe, których nikomu nie chce się zdejmować, bo po co, bo to za dużo wysiłku. Amsterdam jest piękny, za dnia zupełnie inny niż w nocy. Wszyscy wszystko kradną, głównie kradną rowery, a potem sprzedają te kradzione, aż w końcu te w najgorszym stanie po prostu lądują w kanałach. Niektórzy ludzie też lądują w kanałach. Kocham Amsterdam.

Te dwa malunki poniżej powstały właśnie w Amsterdamie. (Ehehehe.) Dobrze zawsze mieć przy sobie akwarele i szkicownik, nigdy nie wiadomo, kiedy i skąd nadejdzie inspiracja.


Rysunek poniżej natomiast powstał w trakcie jednego z ostatnich stopów, w drodze do Berlina, gdy za oknem była tylko czerń nocy, a także czerwone, białe i żółte światła samochodów i lamp.


Najbardziej podobało mi się stopowanie przez Belgię. Świeciło wtedy słońce, a Belgia widziana przez szyby kolejnych samochodów wydawała mi się najpiękniejszym miejscem na Ziemi. Wtedy najbardziej czułam, jaką wolność daje stopowanie. Ale autostop podobał mi się nawet wtedy, gdy czekało się po dwie godziny, a raz nawet cztery, a nikt nas nie zabierał i sypał śnieg, wszędzie było biało jak w środku zimy. Albo gdy późnym wieczorem jechaliśmy w deszczu, niemal płynęliśmy, za szybą prawie nic nie było widać, tylko wodę, a kierowca puszczał tak przedziwną muzykę, że nie wiedziałam już, czy nie jestem w jakimś alternatywnym kosmosie. Wszystko było ciągle inne, ciągle zmieniające się, każdy kierowca, każdy samochód, każde miejsce było inne. A jednak wszystko miało swój niepowtarzalny urok.

wtorek, 23 lutego 2016

Gra Bezsenność

Na początku lutego zaliczyłam sesję uff. W styczniu dopiero ogarnęłam, że mamy zrobić na zaliczenie m.in. prostą grę point-and-click, w sumie miałam dwa dni na zrobienie tego XD. Nie ma żadnych cudów, bo załapałam tylko na szybko najprostszy z najprostszych php, ale może kogoś zaciekawi, gra jest tutaj: bezsennosc-gra.cba.pl/start.php?stan=1. Podkład muzyczny miał być ten: [link] (nie zdążyłam go dodać, łotewer). Gra opowiada historię każdej trzydziestoletniej kobiety, której życie ciągnie się jak jeden niekończący się, mdły i niewyraźny sen. Jest mnóstwo takich kobiet, sama bywam taką kobietą, znam takie kobiety. Zachęcam do przejścia do końca (kończy się animacją), to tylko dwie minuty grania. A tu plansze, wszystko akwarelą, sama przyjemność malowania (mimo, że na mega szybko):


W międzyczasie nie rysowałam niczego ciekawego. Sesja nie wpływa pozytywnie na proces twórczy. Głównie biega się między uczelnią a drukarnią ze stertą wydruków, a jedynymi przyjaciółmi stają się InDesign i Illustrator. Takie akwarelowe bohomazy ze stycznia znalazłam tylko:




Pierwszy raz jestem zadowolona z moich zdjęć na zajęcia z fotografii, więc pozwolę sobie zamieścić. Nie, nie mam lustrzanki, nie mam statywu, mój aparat to grat sprzed lat, który umarł już dwa razy i dwa razy sama przywróciłam go do życia, nie mam też żadnego pojęcia o fotografii, więc jest jak jest. Fotografowałam szczególnie ważny dla mnie zakątek Trójmiasta:


Następny wpis na blogu pojawi się już niebawem - będzie o mojej autostopowej podróży. :)