poniedziałek, 30 maja 2016

Zainwestowałam w dobre akwarele

CZEMU ZROBIŁAM TO DOPIERO TERAZ. CZEMU CZEMU CZEMU.



Różnica jest po prostu mega giga hiper. Do tej pory używałam akwareli na zasadzie "poproszę najtańsze" (czyli trzy dychy za szesnaście kolorów, nawet nie wiem, jaka to była firma), a tym razem zaszalałam i kupiłam jakieś najlepsze ever. Choć na razie mam tylko dwanaście kolorów, ale może kiedyś dokupię więcej (chcę wszystkieee). Są dostępne tutaj, może ktoś mi chce kupić z jakiejś okazji XD. Prawie osiem złotych za kostkę.



(To powyżej to malunek dla Nexivi, jej postać Goździk.)

Kolory świetnie się łączą (jestem zakochana w karminie w połączeniu z niebieskimi, takie cudne fiolety wychodzą). Są też tak intensywne, że po zeskanowaniu (poza wyczyszczeniem brudów ze skanera lol) nie potrzebowały obróbki w Photoshopie (bo przyznaję się, że do tej pory zawsze wzmacniałam kontrast, bo tak szczerze poprzednie akwarele wypadały blado i musiałam używać magicznych sztuczek, żeby były w miarę żywe).

(Jako papieru używam najzwyklejszego bloku technicznego, bo ciągle nie mogę znaleźć czegoś fajnego, a typowego papieru akwarelowego nie lubię. :P)

Zanim powstały te dwie pracki powyżej, namalowałam trochę bezsensownych szybkich rzeczy, żeby tylko zobaczyć, jak to wszystko działa. Tak więc powstało parę bohomazów, ale gryzmolenie było samą przyjemnością. Na początek koty-ptaki-lisy (swoją drogą lisy to osobiście moje ulubione zwierzęta).



Oraz Goofie Woofie i Fant Asia z poprzedniego wpisu, a także mój autoportret, na którym wyglądam tak bardzo simple.

sobota, 28 maja 2016

Norman Nowak kontra Hogwart



W grudniu [link] pisałam o pomyśle na komiks w świecie Harrego Pottera. Jakoś cały czas siedzi mi w głowie i nawet mam już storyboard do pierwszych stron. Obawiam się, że na paru stronach się skończy (bo żeby zrobić coś dłuższego, musiałabym sobie odświeżyć przynajmniej pierwszy tom książki, może kiedyś). Ale na pewno coś się prędzej czy później pojawi.

Opracowałam też w końcu postać głównego bohatera, nazywa się Norman Nowak i jest uroczym, ułożonym, genialnym jedenastolatkiem z wielkimi ambicjami naukowymi, jednak przez przypadek zostaje zaciągnięty do Hogwartu, gdzie mimo przerażenia i zagubienia musi jakoś przetrwać. Zdolności magicznych nie ma biedak żadnych, a niebezpieczeństwa czyhają na każdym kroku. Przypadkiem też zaprzyjaźnia się z niezrównoważoną gryfonką, dziewczynką-duchem oraz jedzącą psie chrupki dziewczynką-wilkołakiem.

Tak, "Norman Nowak kontra Hogwart" nawiązuje do tytułu jednego z najlepszych filmów wszechczasów. :)






*

Robię ostatnio akwarelowy cykl najfajniejszych zwierząt, oczywiście ślimak to najpiękniejsze zwierzę na tej planecie, wiadomo. Myślę jeszcze nad polną myszą, żółwiem, muchą, rybą głębinową... może coś jeszcze wymyślę.





A tak wyglądały wstępne projekty ślimolka, początkowo miał być symbolem wlokącego się czasu, ale to zbyt ambitne, więc w ostatecznej wersji ślimak jest po prostu ślimakiem.

sobota, 21 maja 2016

Kruk i Wilga

A na ten obrazek poświęcam osobnego posta. BO MOGĘ.

To redraw rysunku, który pojawił się już kiedyś u mnie na blogu (w 2012). I jednocześnie ilustracja do nibywiersza, który wtedy napisałam. Jestem zadowolona z efektu, udało mi się narysować coś takiego naprawdę mojego i ważnego dla mnie samej. (Przepraszam za zbyt ciemne litery, tak mi jakoś pasowały.)

Tabletem maziane

Dzięki pracy dla wydawnictwa odkryłam na nowo tablet graficzny. Co prawda mam tylko moją biedną A-szóstkę (istnieją mniejsze tablety? Q_Q), ale jednak dzięki niej rysuje się o wiele szybciej i dokładniej, łatwiej też nanosi się niezliczone poprawki. Do tej pory najczęściej rysowałam tradycyjnymi technikami (prawie wyłącznie akwarelami), czasami robiłam kontury cienkopisem i w Photoshopie dodawałam tylko kolory. Teraz jakoś zaczęłam ogarniać rysowanie od zera od razu w Photoshopie.



W grafice komputerowej można niemalże rzeźbić światłocieniem, co w połączeniu z kreskówkowym stylem daje takie słodko-straszne efekty. ;) U góry jest Cukier, a na dole dziewczynka - wilga. Wszystko nabazgrane na szybko i bez większego pomysłu, tak po prostu w celu czerpania czystej przyjemności z rysowania tabletem.



Poniżej natomiast zapowiedź czegoś większego, nad czym siedzę obecnie. Jeszcze niedokończone. Fanart do bardzo sympatycznej japońskiej animacji, na którą ostatnio się natknęłam. Kiedy już wkleję ostateczną wersję, to obiecuję się trochę rozpisać na ten temat. :)



Zresztą rysowanie tabletem pomaga mi też przy filmach animowanych, które ostatnio robię na zajęcia (wychodzi mi to bardzo słabo póki co... q_q), bo mam na nie niewiele czasu, a muszę zawsze zrobić od kilkudziesięciu do kilkuset klatek. Tutaj wrzucam moją animację o moim ulubionym momencie w życiu, jakim jest wyruszanie w podróż. Kocham czuć ciężki plecak na ramionach. :)

piątek, 20 maja 2016

Mona Lisa i przyjaciele

Jakiś czas temu w ramach zajęć z malarstwa zrobiłam swoją wersję Luwru. :)





Pomysł spotkał się z naprawdę pozytywnym odbiorem. Jestem w szoku, ale ludzie kupują moje "reprodukcje", wieszają je u siebie i wysyłają mi zdjęcia. To jest tak super miłe. :')



I jakoś z rozpędu zrobiłam jeszcze Van Gogha z Mona Lisą na randce oraz Damę z łasiczką na spacerze.



A ostatecznie skończyło się animacją (jestem naprawdę biedna i początkująca w tego typu filmikach, ale kiedyś może zrobię jakiś porządny...). :P



Najtrudniejszy do namalowania okazał się mój ulubiony Vincent van Gogh (dlatego powstało kilka wersji). Chyba niepotrzebnie starałam się połączyć jego sposób malowania z moim, przez co nie potrafiłam dopasować go do pozostałych obrazków.



I tyle. :) Cały projekt miał być formą żartu i mam nadzieję, że nie uraziłam żadnych wielbicieli dobrej sztuki (sama jestem ogromną fanką przede wszystkim van Gogha i Klimta).

A tak przy okazji...

...zostałam ilustratorką w GWO. Nie mogę się doczekać, jak niedługo zobaczę moje rysunki w podręcznikach dla sześciolatków. :) A na blogu zamieszczam parę wstępnych projektów, nad którymi obecnie siedzę, czyli dwie wersje ilustracji do czytanki i kolorowanka wyrazów z literą "Ł".





środa, 18 maja 2016

Pyrkon

Tak więc na Pyrkonie byłam, przeżyłam* i nawet chcę jechać za rok. :)

* - pisząc "przeżyłam", mam na myśli: najzimniejsze prysznice po godzinnym staniu w kolejce, niespanie przez trzy dni na podłodze hali w gigantycznym morzu rzeczy (dziwię się, że udało mi się dokopać do mojego śpiwora) (nie zdziwiłabym się, gdybym znalazła tam też czyjeś zwłoki), nogi we krwi, bo przecież trzeba pokazać się w nowiutkich trampkach (ale zostałam poratowana uroczymi plastrami w sówki, dziękuję!).

Jak zawsze jechałam na konwent bardziej dla znajomych niż dla prelekcji. Najpierw jakoś na nikogo nie mogłam się natknąć (tłumów jest aż za dużo i na niektórych znajomych nawet nie da się trafić przez te trzy dni). Intuicja w końcu podpowiedziała mi, żeby przejść się do bloku mangi i anime. I owszem, tam byli wszyscy (to mi dało do myślenia. Jakich ja mam znajomych? Jak do tego doszło? XD). Ale serio, najlepsze punkty programu to te spoza programu, te spontaniczne i nieoficjalne, jak granie w karty do późna w nocy w najlepszym gronie Fantasme+Lurid. W sobotę było spotkanie DeviantArtu... które miało odbyć się w sali dla kilkudziesięciu osób, a przyszło nas kilkaset, więc przeszliśmy wielką deviantartową procesją przez cały teren konwentu, żeby znaleźć sobie jakieś miejsce. Poznałam kilka przesympatycznych osób, które już dawno chciałam poznać (w tym Nexivi, która totalnie jest moją idolką). Mój szkicownik zniknął mi z pola widzenia i wrócił z całą masą rysunków:


Wieczorem magicznie wylądowałam na piwie, tym razem w gronie komiksowym. Najlepszy sposób na zakończenie dnia. :) OK, na paru prelekcjach też byłam. Najbardziej została mi w pamięci ta o "Świecie według Ludwiczka" (dlatego następnym razem obiecuję sobie pójść na wszystkie prelekcje Wojtka Neleca, bo taki sympatyczny klimat był). W niedzielę, kiedy trzeba było wracać do rzeczywistości, oczywiście żałowałam, że tak krótko, nie mogłam odczepić się od znajomych, ale co robić, trzeba czekać do następnego konwentu. (Nie mogę jeździć na wszystkie, bo chyba bym zbankrutowała i przy okazji umarła xd. Ale kiedyś w końcu muszę pojechać na Komiksową Warszawę, żałuję, że w tym roku tego nie ogarnęłam. Na szczęście inna komiksowa impreza szykuje się w czerwcu w Gdańsku!)

*

Jeszcze wrzucę jakieś randomowe arty z Cukier. To pierwsze to projekt linorytu, to drugie to jakaś tam akwarelka.



Żyję

Wieki mnie nie było na blogu. ;___;

Wszystko przez to, że jednak przeniosłam się na fanpejdża. Mimo wielu wątpliwości. To taki przełom, jak wtedy, kiedy parę lat temu wyszłam z bardzo bezpiecznego rysowania dla siebie (czyt. "do szafy") i zaczęłam wrzucać rysunki tu na bloga. Teraz tak samo postanowiłam opuścić kameralnego bloga na rzecz większej ilości odbiorców. Z jednej strony to strasznie ciężkie, kiedy pokazuje się tak szerokiemu gronu odbiorców swoje prace (choć nie wszystkie, ale jednak). Z drugiej strony... dostałam już tyle miłych wiadomości i komentarzy, moje rysunki naprawdę podobają się ludziom, chyba jednak trzeba się przełamywać w życiu, nie?



Akwarelowo-kredkowy rysunek zapowiadający wielki reset fanpejdża, który nastąpił wraz z początkiem kwietnia.

Sporo się zadziało od ostatniego postu. Najważniejsze jest to, że zaczęłam robić zlecenia dla Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego, robię ilustracje do podręczników dla dzieci. :) No i byłam na Pyrkonie, przetrwałam i było nieopisanie super.

Tak się zastanawiałam, czy nie porzucić bloga na rzecz Facebooka, ale nie. Na Facebooka mogę wrzucić tylko część rysunków, czuję jakiś wewnętrzny opór przed pokazywaniem całkowicie wszystkiego. Tu na blogu jest bardziej kameralnie, to taki mój własny cichy kącik i mogę tu opublikować nawet jakieś szkice. Przede wszystkim mogę tutaj pisać, opisywać swoje przemyślenia itp. A na Facebooku nie umiem. Mam ponad siedemset lajków, moje prace widzi mnóstwo osób, więc potrzebuję mieć jeszcze takie miejsce, gdzie mogę się jakoś schować czy coś. Być bardziej sobą.

Tak więc nadrobię zaległości w blogowaniu na pewno. Mam sporo nowych rysunków, chyba je zamieszczę w kilku postach zamiast w jednym długim, poza tym mam trochę rzeczy na napisania. Co prawda mam teraz zlecenia, nie wspominając już o masie projektów na zaliczenie na uczelnię, ale spróbuję się pozbierać do kupy i w miarę regularnie uzupełniać braki. :)