środa, 27 lipca 2016

Gravity falls

Wybaczcie, jeżeli napiszę to wszystko bez ładu i składu. Od tygodnia mam gorączkę i jakieś zapalenie krtani czy coś (ale dzięki temu mój głos brzmi zabawniej niż głos Dippera).



Odkąd podzieliłam się opinią na temat "Over the Garden Wall", masa osób zachęcała mnie do obejrzenia "Gravity falls". Jestem dopiero w trakcie drugiego sezonu, ale czemu by już teraz nie zrobić wpisu na ten temat?

"Over the Garden Wall" jest niepowtarzalny i naprawdę ciężko go będzie przebić! Ale "Gravity falls" też ma swoje plusy i mogę śmiało polecić go tym, którzy jeszcze nie widzieli (choć patrząc na jego popularność, zakładam, że większość z Was już od dawna siedzi w fandomie). Choć jest w klimatach horroru, to nie strach jest tym, co czyni ten serial wyjątkowym. Myślę, że to, co wyróżnia go na tle innych produkcji, to warstwa psychologiczna bohaterów, a przede wszystkim świetnie zbudowane relacje między nimi. "Gravity falls" nie boi się poruszania bardzo życiowych tematów i pokazywania, jaki świat jest naprawdę. Mimo że odcinki są oderwane od rzeczywistości i po brzegi wypełnione magią, to mówią przede wszystkim o ludziach, ich prawdziwych problemach i życiu. Dostajemy tu trochę niby stereotypowych, typowych dla kreskówek postaci, a jednak film zaskakuje całkowicie niestereotypowym podejściem do nich. Bo przecież w prawdziwym życiu nie ma ludzi-stereotypów. W prawdziwym życiu nie ma chociażby "postaci komediowych", których rola w filmach niestety zawsze ogranicza się do robienia śmiesznych rzeczy. Dlatego tak ciekawym bohaterem jest Soos, idealny materiał na taką bezosobową postać komediową. Totalnym zaskoczeniem były więc dla mnie poświęcone mu odcinki pozwalające zobaczyć nam jego zwyczajną, ludzką stronę. Szczególnie chodzi mi o odcinek poświęcony jego wspomnieniom o ojcu - wybór, którego Soos dokonał na końcu odcinka, był dla mnie pozytywnym szokiem. (Nie chcę spoilerować, dlatego koniecznie sami zobaczcie sobie odcinek "Blendin's Game".) To, co cenię w tym serialu najbardziej, to te nieprzewidywalne momenty, kiedy poruszane są te kwestie, których totalnie się nie spodziewałam; kiedy bohaterowie stawiani są w nietypowych jak na serial animowany sytuacjach. Tak ciekawie ogląda się relacje między nimi, podejmowane przez nich wybory, momenty, w których dowiadują się czegoś na swój własny temat, zmieniają się, dostają lekcje od życia. (Przy okazji widzowie też dowiadują się czegoś o sobie, mogą odkryć swoją ciemną i jasną stronę, nie jest tak?) Przed obejrzeniem zastanawiałam się, co sprawia, że ten serial cieszy się taką popularnością. Teraz zakładam, że to właśnie dzięki temu, że opowiada nie tyle o potworach i magii, co o żyjących wśród nich ludziach.

2 komentarze:

  1. No, przyznam - zaciekawiłaś mnie :) I chociaż seriale to raczej nie moja bajka, kto wie, może się skuszę...
    Rysunek (obrazek? Jak się mówi na rysunki malowane farbami? Chyba nie malowanki?) prześliczny, zresztą jak zwykle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też raczej nie oglądam seriali, ale do obejrzenia GF namawiało mnie tyle osób, że z ciekawości musiałam zobaczyć. XD

      Dzięki! :)

      Usuń