sobota, 23 lipca 2016

Słów parę o komiksie i o Fecie

Skończyłam malować komiks na konkurs. Już dzisiaj chciałam wszystko zeskanować, obrobić i wysyłać do druku, ale... no właśnie. Skanowanie. Argh.



Mój skaner jest jakiś masakryczny. Skanuje tylko te intensywne kolory, a te łagodniejsze po prostu znikają. Dlatego zamiast łagodnych przejść tworzą się takie na wpół wyżarte obrazki. Co najgorzej wypada, gdy maluję coś na kształt dymu czy mgły. W dodatku wszystkie kolory są totalnie przekłamane. Czy to ciepły, czy zimny żółty, po zeskanowaniu każdy wygląda tak samo. Najgorzej to wychodzi przy niebieskich - akurat w tym komiksie ważne było, żeby były urozmaicone, a tutaj wszystkie są takie same.



Zawsze jakoś przymykałam na to oko, ale tym razem pójdę skanować do drukarni i jestem ciekawa, jaka będzie różnica. Jeżeli skan będzie zbliżony do oryginału, to chyba zacznę częściej tam skanować.

Ale co tam, ważne, że już wszystkie strony komiksu zrobione! Z tej okazji namalowałam wiwatującą siebie w stylu głównej bohaterki z komiksu (mój kot jest bardzo niekolorowy i jakoś słabo pasuje, ale co ja na to poradzę heh).



*

Ktoś z Was był na Festiwalu Teatrów Ulicznych FETA w tym roku? Mnie tym razem najbardziej przypadł do gustu "L'Enterrement Maman". Spektakl, który polegał na tym, że wszyscy widzowie uczestniczyli w pogrzebie matki. Nie widziałam jeszcze tak angażującego publikę przedstawienia. W dodatku sceną była cała okolica: pobliski kościół, Biedronka, teren budowy czy ruiny zamieszkane przez bezdomnych. Świetne przeżycie. Od strony czysto wizualnej moim zdaniem wygrywa "Carilló". Na scenie stał wielki zegar, z którego wychodziły nakręcane barwne figurki, tyle że grane przez żywych aktorów. W pamięci utkwiły mi też słowa z przedstawienia "Now": w teatrze widzimy nie to, co widzimy, tylko to, co chcemy zobaczyć. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz