czwartek, 6 października 2016

Autostopem po Europie

Znowu razem z Misią wybrałyśmy się w autostopową podróż, choć tym razem znacznie dalej.



Malowałyśmy turystom portrety na ulicach (poniżej wklejam trochę zdjęć sportretowanych przeze mnie ludzi), sprzedawałam też swoje pocztówki z parodiami sławnych obrazów oraz naklejki z namalowanymi kotami. Bycie artystą ulicznym jest świetne. Praktycznie ciągle przebywa się z ludźmi - podchodzą, zagadują, pytają, opowiadają o sobie. A czasem siedzą jeszcze pół godziny po namalowaniu portretu, tak im się fajnie rozmawia. Poznałam też mnóstwo innych artystów ulicznych, portrecistów, śpiewaków, tancerzy (a nawet sprzedawców selfie sticków i czarnoskórych handlarzy kiczowatymi wieżami Eiffla). Miałam możliwość poznać turystykę od tej drugiej, nieznanej strony. Odbyłam wiele niezapomnianych rozmów. Poznałam parę Francuzów, którzy byli w podróży już kilka lat, grali na ulicach na didgeridoo i w ten sposób zarabiali na podróż do Ameryki Południowej, by spotkać się z szamanami. Poznałam parę z VagabundArt, która była w podróży od paru miesięcy i tak, jak my, sprzedawała swoje prace na ulicach różnych miast i krajów. Spałyśmy w amsterdamskich krzakach razem z polsko-litewską grupą autostopowiczów, którzy od dwóch tygodni sprzedawali turystom ręcznie robione łapacze snów i inne cuda. W pewnym paryskim zaułku spotkałyśmy mnóstwo ulicznych portrecistów ze wszystkich stron świata; miałam możliwość całkowicie poznać taki artystyczno-uliczny, inny świat.



Poruszałyśmy się tylko stopem, spałyśmy w namiocie, w tirach, u ludzi z Couchsurfingu i nie tylko. Pływałyśmy w kilku różnych morzach i w oceanie. Jeździłam rowerem po holenderskich wioskach, po przepięknych, zielonych równinach pełnych koni i owiec. Poznałam bezdomnych ludzi w Amsterdamie, gdy w nocy ukryliśmy się gdzieś wszyscy przed ulewą. W bogatej i nowoczesnej Antwerpii widziałam niesamowitą mieszankę kultur i ras (np. widziałam afrykańskie tańce). W Brugii mieszkałyśmy razem z Syryjczykiem, który uczył mnie nowych gitarowych trików, a ja uczyłam go piosenki Wilków (i przysięgam, robił najlepszą herbatę na świecie). Miałam okazję dowiedzieć się czegoś o Syrii od innej strony, nie tylko przez media. W Calais miałam wakacje od wakacji, słodkie lenistwo w domku letniskowym. W Paryżu ukryta wśród płaczących wierzb za Notre Dame oglądałam zachód słońca nad Sekwaną. Gdzieś we Francji poznałam Indianina, który podróżuje z całą masą indiańskich instrumentów i gra na koncertach. Parę dni mieszkałam w Hendaye, w prawdziwym raju na granicy hiszpańsko-francuskiej. Widziałam pustynię na wschodzie Hiszpanii. W Tarragonie nocowałam na plaży i rano zaczęłam dzień od pływania w morzu - idealny początek dnia! W Walencji doszczętnie rozwalił nam się namiot i tym samym musiałyśmy już wracać...

Poznałyśmy mnóstwo niesamowitych kierowców, w tym sporo z Afryki. Jeden nie mówił po angielsku i specjalnie pokazywał nam obrazki z Maryją, żeby wytłumaczyć, że jest katolikiem. Inny - z Tunezji - opowiadał nam wszystko o Francji i zabrał nas w najpiękniejsze punkty widokowe. Jeszcze inny pochodził z Sahary, gdzie na pustyni wychował się razem z licznym rodzeństwem i z wielbłądami. Poświęcił nam cały dzień, by pokazać nam najpiękniejsze miejsca na południe od Barcelony i mówił, że to u nich normalne, że pomaga się innym ludziom, nie rozumie, czemu ludzie w Europie są tacy zamknięci.

Poznałam tyle historii, przeżyłam tyle niezwykłych chwil, że musiałabym założyć osobnego bloga, żeby to wszystko spisać. A to wszystko tylko w pięć tygodni, które w zwykłym codziennym życiu mijają nam niezauważalnie. Kocham podróżnicze życie. W tej chwili moje marzenie to Gruzja i Armenia (moje buty trekkingowe czekają!). Jeżeli nie, to jak najwięcej Hiszpanii plus przepłynięcie się do Maroka. Ale zobaczymy za rok.



Po przerwie wakacyjnej wracam do blogowania, choć będę mieć na to teraz mało czasu (studia + dyplom + zlecenia + parę dodatkowych projektów). Niedługo nadrobię zaległości i wrzucę to, co namalowałam w ostatnim czasie, a jest tego troszkę.

2 komentarze:

  1. Niesamowite. :D Jestem pod wielkim wrażeniem, i podziwiam, ja bym raczej nie miała odwagi na takie coś... i chyba za wygodnicka jestem. xD Dobrze, że wróciłyście całe i zdrowe. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!!! Tak, całe i zdrowe, i już z pomysłami na następne wakacje ;)

      Usuń